Dzisiejsza „Rzeczpospolita” publikuje artykuł poświęcony „Pasji” Mela Gibsona autorstwa Pawła Milcarka – redaktora naczelnego kwartalnika „Christianitas”.
Obejrzałem film, którego z żadnym nie mogę porównać. Bardzo mocny film o męce Chrystusa. Patrząc na to dzieło i na ludzi, którzy przyszli je obejrzeć na europejskiej premierze w Warszawie, pomyślałem, że w Polsce nie będziemy tym filmem tak bardzo zaskoczeni, gdyż jest nową postacią tradycyjnego misterium pasyjnego - jakby filmową i dosadniejszą wersją misteriów na naszych Kalwariach.
Film znajdzie się więc w wielkopostnym polskim pejzażu duchowym w harmonii z odbywającymi się wciąż w kościołach drogami krzyżowymi, gorzkimi żalami, z koncertami pasyjnych pieśni i lamentacji, z ciemnicami i grobami w Wielkim Tygodniu, z Chrystusem frasobliwym.
"Pasja" Gibsona wchodzi na ekrany niemal dokładnie rok po tym, gdy zaczęły się wokół niej gwałtowne kontrowersje w Stanach Zjednoczonych: w marcu 2003 r. po doniesieniach liberalnego "New York Timesa", że niebezpieczny tradycjonalista Mel Gibson robi film odtwarzający relację ewangeliczną o Męce, pojawiły się pierwsze oświadczenia organizacji żydowskich (Centrum Wiesenthala i Ligi przeciw Zniesławianiu), zaniepokojonych, że film kręcony przez osobę podejrzaną o odrzucanie nabytków Soboru Watykańskiego II może zaszkodzić dialogowi katolicko-żydowskiemu i wzbudzić falę antysemityzmu.
Z czasem ten niepokój przerodził się w gwałtowne oskarżenie - mimo że jego autorzy formułowali je względem filmu, którego de facto jeszcze nie było i którego jeszcze bardzo długo nikt nie widział. To, co dzieje się obecnie, po skądinąd doskonałym przyjęciu tego obrazu przez widownię amerykańską, wskazuje, że głównym casus belli w tej "wojnie o Pasję" pozostaje kwestia rzekomego antysemityzmu.
Ten zarzut podtrzymują i hałaśliwie demonstrują głównie aktywiści żydowskiej Ligi przeciw Zniesławianiu oraz w ogóle ci, którzy tak ten film "widzieli" już wiosną ubiegłego roku, zanim go faktycznie zobaczyli. Inna rzecz, że coraz liczniejsze autorytety żydowskie odmawiają podstaw temu oskarżeniu: już dawno temu histerię wokół filmu wykpiwał badacz judaizmu David Klinghoffer, krytyk filmowy (i były przewodniczący synagogi) Michael Medved, scenarzysta Alan Sereboff, rabin Daniel Lapin, teraz zaś szerokim echem odbiło się oświadczenie rabina Gellmana, który - wcześniej pełen zastrzeżeń - po wyjściu z kina powiedział, że oskarżenie o antysemityzm jest w tym przypadku nietrafione. Chrześcijanie wychodzą bowiem z tego filmu na ogół pod wielkim pozytywnym wrażeniem, raczej ze łzami w oczach, a nie z żądzą zemsty na rodakach Kajfasza. Odczucia te przypominają nieco to, co przeżywają co roku w Wielki Piątek.
Pierwsze dni po światowej premierze "Pasji" mogą jednak wskazywać, że obok starych sporów powstaną nowe - a może raczej, że w kilku przypadkach nowy etap kontrowersji odsłoni jakby drugie dno stawianych zarzutów, swoiste ich zaplecze, to, co naprawdę zachwyca lub boli. W zasadniczej dyskusji mogą pojawić się kwestie, które do tej pory w sporze o "Pasję" były kwitowane zaledwie wymianą impresji. Spodziewam się, że będzie to przede wszystkim dyskusja wśród chrześcijan - i to dyskusja o kształt chrześcijaństwa dziś. Kilku autorów pisało w ciągu ostatniego roku, że Gibson robi "film tradycjonalistyczny". I jest to rzeczywiście film w kilku punktach uderzający bardzo mocno w nawyki i "ortodoksje" właściwe dla mainstreamu kościelnego ostatnich dziesięcioleci, który nieraz bardzo już się odseparował od swej religijnej tradycji. "To chrześcijanie, a nie żydzi, powinni być zaszokowani tym filmem" - zauważył właśnie w tym kontekście dziennikarz "Newsweeka" Kenneth Woodward: "Nie sądzę, by Pasja Chrystusa była antysemicka, natomiast sądzę, że będzie ona pouczająca dla wielu chrześcijan. Ale jej nauki mają więcej wspólnego z zapomnianymi podstawami chrześcijaństwa niż z tym, kto zabił Jezusa" ("New York Times" z 25 lutego).
Myślę więc - mam nadzieję - że pod wpływem spotkania z filmem kontrowersje, także u nas, zaczną odnajdywać swe głębsze źródła i istotne znaczenia. Oczywiście można się nadal wymieniać opiniami, czy filmowe sceny Męki są "zbyt drastyczne" w świetle gustu lub standardów "walki z przemocą w kinie", czy oryginalny zabieg użycia "języków martwych" był trafiony w świetle przekonania (chybionego), że "ludzie tego nie zrozumieją", czy autorzy scenariusza selekcjonowali teksty ewangelii według zaleceń wysmażonych przez "uczonych w Piśmie" z sekretariatów ds. dialogu katolicko-żydowskiego. Chyba jednak ważniejsze, abyśmy te spory ustawili we właściwych im perspektywach.
Wtedy okaże się, że dotkliwa drastyczność obrazów "Pasji" nie jest tak zupełnie wynalazkiem Gibsona, wynikłym z jakichś ciemnych aspektów jego psychiki, lecz ma za sobą wielowiekową tradycję. I to nie tylko i nie przede wszystkim w renesansowej twórczości artystycznej Caravaggia czy Grünewalda, lecz w samej zasadzie katolickich nabożeństw pasyjnych. W myśl ich średniowiecznych inspiratorów, św. Bernarda z Clairvaux i autorów franciszkańskich, kontakt wierzącego z Męką nie miał ograniczać się do czysto duchowego rozmyślania, a szok wywołany "spektaklem" ludzkiego cierpienia Niewinnego miał budzić żywe współczucie, wyrywać zjadaczy chleba z zamkniętego kręgu ich pożądliwości, dawać im niemal doświadczenie tego, za jaką cenę zostali odkupieni.
Gibson wchodzi w tę tradycję, która prawie lub całkiem zanikła w kościołach Zachodu, gdzie z lęku przed "przemocą" i cielesną dosłownością pousuwano niekiedy nawet wszelkie krucyfiksy, by widok Umęczonego nie ranił patrzących. Dlatego "Pasja" rzeczywiście narusza pewne tabu - uderza we wrażliwość wyhodowaną na widoku krzyża bez Ukrzyżowanego, na komiksowym, zawsze uśmiechniętym Jezusie z "ewangelii bez przemocy" czy po prostu na duszpasterstwie, w którym zgodnie z nowymi dyrektywami zanikła groza grzechu, bojaźń boża, cielesny składnik Męki i ascezy. Rzecznicy tej wrażliwości z pewnością podniosą lament. Być może wróci też po prostu dyskusja, czy godzi się przedstawiać Mękę.
Przypomnijmy, że wieki temu tutaj rozeszły się drogi duchowości Zachodu i Wschodu.
Średniowieczny Zachód zastąpił na swych krucyfiksach żywego i ubranego we wzorzyste szaty Chrystusa Króla, "królującego z drzewa" - Jezusem nagim i poranionym, zastygłym w chwili, gdy "wykonało się" i "oddał ducha". Wtedy symbolika wielkiej teologii została zastąpiona przez, bardziej realistyczną, dosadność Wcielenia. Dziś "Pasja" znów wnosi tę ostatnią - jednak już nie w miejsce wielkiej teologii, lecz zamiast aż nazbyt ludzkiego zamykania oczu na "to, jak było".
Być może zresztą najgłębszym przedmiotem tego sporu jest uderzająco ukazana przez ten film prawda o ofierze, o konkretnej strasznej cenie, którą w wykupie ludzi z grzechu "podbił" wyżej osobiście Syn Boży. W scenie biczowania jest moment, gdy ku zaskoczeniu żołnierzy wykonujących swe "rutynowe czynności" Chrystus dźwiga się po chłoście rózgami - jego zziajani oprawcy są zdumieni i sprowokowani, by w swym sadyzmie sprawdzić, ile On w takim razie wytrzyma, gdy wezmą do rąk straszniejsze narzędzia.
To tylko przykład ilustrujący ducha tego filmu: Męka nie polega w nim tylko na znoszeniu cierpień, unikaniu razów - jest pójściem do końca, ofensywnym starciem ze Złym, wywabieniem diabła tam, gdzie poniesie on klęskę kosztem cierpień i śmierci Zwycięzcy. W tym filmie jest rzeczą jasną to, co mówią ewangelie: że Chrystus ofiarowuje swe życie dobrowolnie, jak żołnierz idący do walki, w której się ginie, rozrywany na krwawy strzępy. W tym - i tylko w tym - sensie dobrą intuicję miał Peter Boyer z "New Yorkera", gdy pisał, że Gibson nakręcił znów "film wojenny". Także zmartwychwstały Chrystus nie ulatuje tu w górę jak twór eteryczny, lecz dźwiga się na nogi z nową witalnością.
Idźmy tym samym tropem jeszcze krok dalej: niezadowoleni z "Pasji" byli i zapewne będą wszyscy ci, którzy także w płaszczyźnie wiary i teologii uważają Mękę za jedynie przykry incydent na drodze od moralnych nauk Kazania na Górze do chwały Zmartwychwstania. Incydent, który sam w sobie niewiele wnosi, więc zawsze powinien być ukazywany, przemyśliwany, przeżywany wyłącznie jako stop-klatka w opowieści o "całym orędziu" ewangelii.
Tymczasem Gibson nawiązał do tej tradycyjnej teologii, która widzi w Męce niejako koncentrację całego tego orędzia - wszystkiego, co Jezus czynił i czego nauczał. Oto zapowiadana przez cały czas przez Jezusa "Jego godzina" ofiary, w której wcześniejsze nauczanie (w reminiscencjach wraca scena Błogosławieństw, obrony Marii Magdaleny) zostanie poświadczone, a późniejsze zmartwychwstanie - umożliwione (nie można bowiem z-martwych-wstać bez stania się martwym, o czym przypomina wciąż rana przeszywająca na wylot dłoń Zmartwychwstałego). Zgodnie z klasyczną doktryną katolicką, Gibson ukazuje też ścisłe podporządkowanie wieczernikowej uczty ofiarnej kalwaryjskiej Ofierze krzyża: gdy na Golgocie kaci podnoszą krzyż z Chrystusem, apostoł Jan przypomina sobie, jak Chrystus w Wieczerniku podnosił chleb ze słowami "Oto ciało moje".
A więc eucharystia swoją prawdziwość zawdzięcza nie braterskim "klimatom", organizowanemu "odczuciu wspólnoty" - lecz Ofierze, pamięci o Męce. To kolejna w "Pasji" stara prawda, dla wielu współczesnych teologów nie do przyjęcia lub do praktycznego pominięcia np. podczas "mszy dla młodzieży".
Właśnie wierność filmu względem ewangelii jest zagadnieniem najwcześniej pojawiającym się w sporze o "Pasję", przedmiotem kontrowersji zdefiniowanym dokładniej od innych. Jednak i tu, jak śmiem twierdzić, właściwy przedmiot zasadniczego sporu wychodzi na powierzchnię tylko incydentalnie, gdy na moment jego uczestnicy wyjdą ze swych zamierzonych ról, niejako ujawnią swoje pasje wobec "Pasji".
W przypadku każdego filmu można pytać, jak tekst daje się przełożyć na udźwiękowione ruchome obrazy. Dotyczy to również "Pasji", którą jej twórca - inaczej niż wielu wcześniej - chciał uczynić najwierniejszą z możliwych transkrypcją ewangelii. Jasne, że posługując się językiem filmu, musiał wnieść też nieco licentia poetica, rozwijając wątki niekiedy zaznaczone w Piśmie jednym zdaniem (np. przejmująca scena samobójstwa Judasza). Jednak, co ciekawe, w namiętnym sporze z ostatniego roku ostrze krytyków dotknęło głównie nie tego, na ile Gibsonowi udało się być wiernym ewangeliom, ile wprost tego, że chce on być im wierny.
W tym względzie zarzuty krytyków, na ogół nowoczesnych uczonych z wydziałów teologicznych katolickich uniwersytetów, mają niejako trzy aspekty. Po pierwsze, uważają oni, że ewangelie czytane bez przygotowania mogą się stać niebezpieczne - a więc, że film Gibsona oparty na zasadzie absolutnej wierności jej tekstowi jest szkodliwy. Te zastrzeżenia krytyków są z pozoru jakby kopią tradycyjnej niechęci katolików do reformacyjnej zasady sola Scriptura (nie wolno niczego dodawać do Pisma) - z tym że postępowi bibliści chcą nie lektury Pisma w świetle tradycji złożonej z pism ojców, orzeczeń papieży i soborów (które zwykle lekceważą lub oceniają bardzo surowo), lecz selekcji fragmentów ewangelii w świetle zestawów zaleceń komponowanych dziś przez - złożone z nich samych - uczone komitety konferencji episkopatu. Tak więc tradycjonalista Gibson - równocześnie wierny soborowi trydenckiemu z jego zasadą "Pismo i tradycja" oraz uwielbiany przez miliony fundamentalistycznych ewangelików - został zaatakowany przez uniwersytecki establishment po prostu za to, że jego dosłowna lektura ewangelii uwzględnia w większym stopniu pobożne rozmyślania czy wizje świętych z ubiegłych wieków niż kolegialne opracowania przepchnięte przez aparat biurokratyczny w ostatnich latach.
Ponadto - i to jest drugi aspekt sprawy - szkolarze uważają za nieporozumienie fakt, że Gibson oparł się na wszystkich czterech ewangeliach naraz. Według nich nie może to dać spójnego obrazu, gdyż relacje poszczególnych ewangelii "sobie przeczą". Woleliby zatem traktować każdą z nich osobno, jako subiektywną narrację, bardziej zresztą jako pobożną naukę niż historyczny przekaz. Także w tym punkcie odmienny wybór Gibsona nie jest pomyłką, wynikiem ignorancji - on po prostu sądzi, że mimo rozbieżności w szczegółach "ewangelie zazębiają się", skoro nie są zawieszonymi w próżni narracjami, lecz właśnie źródłami, których przeznaczeniem jest przedstawić prawdę o tym, "jak było".
Tak naprawdę konflikt sięga głębiej - dotyczy nie ewentualnych niespójności w czterech relacjach ewangelicznych, lecz samej wiarygodności ewangelii. Gibson traktuje je jako wiarygodne relacje spisane przez naocznych świadków - czyli tak jak traktowano je co najmniej do XVIII wieku i jak do dziś patrzy na sprawę ogół wierzących. To stanowisko jest jednak odrzucane przez biblistów, którzy sądzą, że ewangelie spisano kilkadziesiąt lat po wniebowstąpieniu Chrystusa, mając na uwadze bardziej pouczenie o Jego nauce w warunkach bieżących polemik doktrynalnych niż historyczną wierność wydarzeniom. Trzeba jednak podkreślić, że w ostatnich latach niektórzy poważani bibliści katoliccy wracają do tradycyjnej tezy o wczesnym pochodzeniu ewangelii oraz spisaniu ich przez naocznych świadków lub pod ich okiem. Gibson na pewno nie jest sam.
Te wszystkie sprawy mają wielką doniosłość praktyczną. Gdy pojawiło się oskarżenie, że "Pasja" jest antysemicka, jego autorzy wnet przyznali, że winne temu mogą być po prostu same ewangelie. Okazało się, dlaczego tak niebezpieczne ma być przedstawienie w filmie ewangelii bez cenzury. "Nikt nie może zakładać, że przez prostą zgodność z Nowym Testamentem uniknie się promowania antysemityzmu" - stwierdziło kategorycznie i ostrzegawczo czworo teologów katolickich w oświadczeniu na temat "Pasji" wydanym w czerwcu 2003 roku i zamieszczonym na stronie internetowej Boston College. "Nawet wierne powtórzenie historii ewangelicznych dotyczących śmierci Jezusa może wywołać szkodę właśnie dlatego, że te święte teksty same są nosicielami wirusa nienawiści do Żydów - pisał jeszcze dobitniej w ub. r. liberalny katolik James Carroll. - Te teksty muszą być głoszone przeciwko samym sobie - jako pierwotne krwawe oszczerstwo" ("Boston Globe", 15 kwietnia 2003).
Nawet dla katolickich krytyków "Pasji" jej wierność ewangeliom nie jest żadnym argumentem na rzecz jej wolności od zła. Reagując na kolejne pochwały hierarchów watykańskich dla filmu, jeden z czołowych krytyków Gibsona, ks. John Pawlikowski z Catholic Theological Union, mówi: "Dopóki nie pokażą w konkretny sposób, jak scenariusz pokrywa się z [najnowszymi] dokumentami [kościelnymi] i ze współczesnymi studiami biblijnymi, ich poparcie będzie niewiele warte" ("Jewish Week", 19 września 2003). Tak więc zgodność z ewangeliami nie robi na niektórych teologach żadnego pozytywnego wrażenia.
Tę cokolwiek dziwną sytuację wyjaśnia, w duchu zapewne nieobcym ogółowi zaniepokojonych dosłownością "Pasji", Donald Akenson, autor popularnych prac historycznych dotyczących Biblii i Talmudu: "Przywódcy religijni nie przyznają się do tego, co w rzeczywistości robią: do łagodzenia świętych tekstów przez niewierność względem nich. W seminariach, kazaniach i homiliach polerują trudne i pełne nienawiści fragmenty swoich świętych pism pod przykrywką ich interpretowania. W wyniku tego wszyscy tolerujemy się nawzajem odrobinę bardziej". A więc gwałt na świętych tekstach jest warunkiem tolerancji? Tak najwyraźniej myśli wielu uczestników dialogu międzyreligijnego, którzy ewangelie traktują jak "materiał radioaktywny".
Jestem katolikiem przywiązanym, podobnie jak Mel Gibson, do tradycji łacińskiej Kościoła katolickiego. Oglądając ten film, miałem wrażenie, jakbym natknął się na niezwykły, cyfrowy, przejaw żywotności tej tradycji. Obrazy przesuwały się przed moimi oczami w rytmie dość podobnym do znanej mi dobrze starej trydenckiej mszy. Byłem "u siebie", lecz tym bardziej z radością zauważyłem, jak ten "najdziwniejszy film ostatnich lat" - któremu spece z Hollywood wróżyli po prostu klapę - zaczyna działać i zdobywać ludzi zupełnie różnych nastawień. Jak wywołuje modlitwę Jerzego Zelnika, jak "wbija w fotel" ks. Andrzeja Lutra, jak oszałamia Tadeusza Mazowieckiego, jak wciąga Zbigniewa Religę, jak zaskakuje Jerzego Kawalerowicza.
Komentarze odzwierciedlają TYLKO i WYŁĄCZNIE opinie komentatorów.
Publikowane komentarze świadczą o wolności debaty, a nie o całkowitej zgodności ich treści z opinią redakcji.
Serwis fidelitas.pl jest przedsięwzięciem całkowicie prywatnym. Publikowane tu materiały nie są miarodajnym odzwierciedleniem stanowisk żadnych środowisk, organizacji czy instytucji.
"...dlaczego ukazanie wydarzeń męki i ukrzyżowania może wywoławać u kogoś lęk lub nienawiść?".
Panie Marku S. - ja bym to troche przekrecil. Moim zdaniem to boja sie nie odbiorcy Pasji lecz producenci róznych filmowych bzdetów. Ja osobiscie po obejrzeniu Pasji zaczalem patrzec jeszcze krytyczniej na te wspólczesne telewizyjne produkcje, na ten caly jad zatruwajacy ludzi. Dlatego tez mój telewizor pozostanie przewaznie zimny.
Z powazaniem
RTG 2004-03-12 18:48
Moim zdaniem, kluczem do właściwego odczytania filmu jak i również jego realnego pierwowzoru jest to co zawarł w swej wypowiedzi ks. prof. Waldemar Chrostowski:"...tu nie cierpienie jest najważniejszym elementem. Pan Jezus zbawił nas nie ogromem cierpienia, zbawił nas przez miłość do Ojca, która się wyraziła w jego bezgranicznym posłuszeństwie" - podkreślił.
Wypowiedź ta doskonale weryfikuje niektóre zachwyty nad dosadnością i siłą wyrazu scen Męki Pańskiej.
Re: ks. Jacek Paweł.
Kiedy ja otwprzyłem tę stronę chwi.ę temu ukazał mi sie tekst:
Brak dostępu do tego artykułu. Prawdopodobnie nie jesteś członkiem serwisu Kosciol.pl. Zapraszamy do członkostwa w serwisie Kosciol.pl aby otrzymać pełny dostęp!
SL 2004-03-07 12:14
"ks. Jacek Paweł"
Czy chodzi Księdzu o ten wpis?
"Pan wybaczy, ale z wielu powodow, o ktorych nie chce teraz pisac - mam niemal pewnosc, ze osoba, ktora napisala ten tekst, nie jest ani Zydowka, ani kobieta, ani nawet nie widziala tego filmu. Mam nadzieje sprawdziwic to w najblizszym czasie i doprowadzic do tego, by osoba ta NIGDY WIECEJ nie pisala juz na tym serwisie, i nigdy nie podszywala sie pod kolejne osoby. Dla wyjasnienia mam powazne podejrzenia, ze tekst ten zostal napisany przez Roberta Opale vel Wojciecha Kaweckiego vel Zenona Porwasza i jeszcze kilka innych pseudonimow".
Widać stąd, że trolle internetowe nie omiją i innych, tych z założenia poprawniejszych politycznie.
Podstawowe pytanie:dlaczego ukazanie wydarzeń męki i ukrzyżowania może wywoławać u kogoś lęk lub nienawiść?Lęk może wywołać u winnych.Nienawiść u poszkodowanych i winnych,z powodu przypominanych im grzechów.U mnie ten film wywołuje silne poczucie własnej winy z powodu moich własnych upadłości.Nie czuję chęci odwetu za Chrystua.Czy współcześni Niemcy czują nienawiść do wszystkich tych,którzy przypominają zbrodnie ich przodków?Czy można czuć się współwinnym podłości,która wydarzyła się 2000 lat temu?Tylko ktoś,kto dalej tak myśli lub przyznaje rację winowajcy może czuć lęk lub nienawiść.Znam Żydów,którzy nie czują się obrażeni.Mówią:"my uważamy,że nasi przodkowie zrobili błąd i skazali niewinnego Jezusa,więc dlaczego ja mam czuć się winny,skoro uważam inaczej?".No właśnie.Ci,którzy dziś krzyczą myślą podobnie i stąd ich strach,bo oficjalnie nie odcinają się od TAMTEJ ZBRODNI.Stąd ta tendencja "modelowania" Ewangelii do potrzeb judaistycznych,a nie prawdy.Prawda szkodzi,lecz komu?
Marek S. 2004-03-06 21:39
Re:"Pasja...uderza we wrażliwość wyhodowaną na widoku krzyża bez Ukrzyżowanego,na komiksowym, zawsze uśmiechniętym Jezusie z "ewangelii bez przemocy" czy po prostu na duszpasterstwie,w którym zgodnie z nowymi dyrektywami zanikła groza grzechu,bojaźń boża,cielesny składnik Męki i ascezy."
Dokładnie.Przemoc istnieje w filmie i w życiu publicznym jest lansowana jako forma "rozrywki"(doniesienia z Iraku, Palestyny,wypadki,zabójstwa,gwałty,programy policyjne na żywo,horrory),więc ci sami,którzy ją "preparują i sprzedają",teraz oburzają się na rzekomy jej nadmiar w tym filmie.Słusznie Pan zauważył,że ostrze krytyki skierowane jest przeciwko wywoływaniu "lęków religijnych"."Grzesz sobie człowieku,bo Jezus jest liberalny,taki pacyfista,ale bój się Rambo albo Terminatora.No może jeszcze Osaama Bin Ladena".Żło i dobro,prawda i kłamstwo,to punkty widzenia,tak,jak to świetnie ukazał Gibson w pytaniu Piłata-"Co to jest prawda?".
Dziękuję. "Pasja" dokonuje cudów, zbliża ludzi, usuwa bariery (choć równocześnie ukazuje też osie zasadniczych sporów). Kto by pomyślał, że będziemy dziękowali Gibsonowi za ten sam film, za który uwielbiają go najbardziej "nietradycyjni" ewangelicy? Coś w tym jest!
Paweł Milcarek 2004-03-06 19:47
Brawo Panie Pawle. Widać ,że film zrobił na Panu wrażenie i ... pomógł napisać ten artykuł :)
Ja film oglądnęłem wczoraj i cały czas on do mnie dociera. Muszę go oglądnąć jeszcze kilka razy zanim to wszystko we mnie ochłonie i się poukłada. Mimo, iż byłem na ten seans przygotowany psychicznie to dzisiejszy dzień jest już dla mnie jakiś inny i wydaje mi się, że już nic dla mnie nie będzie takie jak wcześniej.
Pozdrawiam Wszystkich.
Robert 2004-03-06 18:41
Ja też szczerze gratuluję
Beda 2004-03-06 18:37
Fantastyczna wypowiedź ! Szczerze gratuluję Panu, Panie Doktorze ! Jak dla mnie, to jeden z najlepszych Pańskich tekstów.
z ukłonami
Crusader; mbusz@wp.pl 2004-03-06 17:47
czy ktos z panstwa wie ile osob obejrzalo juz Pasje od Srody Popielcowej i ile film zarobil (dzieki temu autor bedzie mogl - zgodnie z zapowiedzia nakrecic kolejne ekranizacje PISMA SWIETEGO)
ZAINTERESOWANY 2004-03-06 16:02
Tekst p. "filozofa" rzeczywiście "obżydliwy" ale za to komentarze ...
B.T.W. sama nazwa tej witryny to już manipulacja: uczciwie powinno być "zbór.pl".
JWK 2004-03-06 10:23
Ad Karl
Czytałem, czytałem. Dowiedziałem się, że być wiernym Ewangelii to Ją odrzucić.
Czytałem, czytałem. Dowiedziałem się, że być wiernym Ewangelii to Ją odrzucić.
Beda 2004-03-06 10:03
Tekst p. "filozofa" rzeczywiście "obżydliwy" ale za to komentarze ...
B.T.W. sama nazwa tej witryny to już manipulacja: uczciwie powinno być "zbór.pl".
JWK 2004-03-06 10:23
czy ktos z panstwa wie ile osob obejrzalo juz Pasje od Srody Popielcowej i ile film zarobil (dzieki temu autor bedzie mogl - zgodnie z zapowiedzia nakrecic kolejne ekranizacje PISMA SWIETEGO)
ZAINTERESOWANY 2004-03-06 16:02
Fantastyczna wypowiedź ! Szczerze gratuluję Panu, Panie Doktorze ! Jak dla mnie, to jeden z najlepszych Pańskich tekstów.
z ukłonami
Crusader; mbusz@wp.pl 2004-03-06 17:47
Ja też szczerze gratuluję
Beda 2004-03-06 18:37
Brawo Panie Pawle. Widać ,że film zrobił na Panu wrażenie i ... pomógł napisać ten artykuł :)
Ja film oglądnęłem wczoraj i cały czas on do mnie dociera. Muszę go oglądnąć jeszcze kilka razy zanim to wszystko we mnie ochłonie i się poukłada. Mimo, iż byłem na ten seans przygotowany psychicznie to dzisiejszy dzień jest już dla mnie jakiś inny i wydaje mi się, że już nic dla mnie nie będzie takie jak wcześniej.
Pozdrawiam Wszystkich.
Dziękuję. "Pasja" dokonuje cudów, zbliża ludzi, usuwa bariery (choć równocześnie ukazuje też osie zasadniczych sporów). Kto by pomyślał, że będziemy dziękowali Gibsonowi za ten sam film, za który uwielbiają go najbardziej "nietradycyjni" ewangelicy? Coś w tym jest!
Paweł Milcarek 2004-03-06 19:47
Re:"Pasja...uderza we wrażliwość wyhodowaną na widoku krzyża bez Ukrzyżowanego,na komiksowym, zawsze uśmiechniętym Jezusie z "ewangelii bez przemocy" czy po prostu na duszpasterstwie,w którym zgodnie z nowymi dyrektywami zanikła groza grzechu,bojaźń boża,cielesny składnik Męki i ascezy."
Dokładnie.Przemoc istnieje w filmie i w życiu publicznym jest lansowana jako forma "rozrywki"(doniesienia z Iraku, Palestyny,wypadki,zabójstwa,gwałty,programy policyjne na żywo,horrory),więc ci sami,którzy ją "preparują i sprzedają",teraz oburzają się na rzekomy jej nadmiar w tym filmie.Słusznie Pan zauważył,że ostrze krytyki skierowane jest przeciwko wywoływaniu "lęków religijnych"."Grzesz sobie człowieku,bo Jezus jest liberalny,taki pacyfista,ale bój się Rambo albo Terminatora.No może jeszcze Osaama Bin Ladena".Żło i dobro,prawda i kłamstwo,to punkty widzenia,tak,jak to świetnie ukazał Gibson w pytaniu Piłata-"Co to jest prawda?".
Marek S. 2004-03-06 21:13
Podstawowe pytanie:dlaczego ukazanie wydarzeń męki i ukrzyżowania może wywoławać u kogoś lęk lub nienawiść?Lęk może wywołać u winnych.Nienawiść u poszkodowanych i winnych,z powodu przypominanych im grzechów.U mnie ten film wywołuje silne poczucie własnej winy z powodu moich własnych upadłości.Nie czuję chęci odwetu za Chrystua.Czy współcześni Niemcy czują nienawiść do wszystkich tych,którzy przypominają zbrodnie ich przodków?Czy można czuć się współwinnym podłości,która wydarzyła się 2000 lat temu?Tylko ktoś,kto dalej tak myśli lub przyznaje rację winowajcy może czuć lęk lub nienawiść.Znam Żydów,którzy nie czują się obrażeni.Mówią:"my uważamy,że nasi przodkowie zrobili błąd i skazali niewinnego Jezusa,więc dlaczego ja mam czuć się winny,skoro uważam inaczej?".No właśnie.Ci,którzy dziś krzyczą myślą podobnie i stąd ich strach,bo oficjalnie nie odcinają się od TAMTEJ ZBRODNI.Stąd ta tendencja "modelowania" Ewangelii do potrzeb judaistycznych,a nie prawdy.Prawda szkodzi,lecz komu?
"Pan wybaczy, ale z wielu powodow, o ktorych nie chce teraz pisac - mam niemal pewnosc, ze osoba, ktora napisala ten tekst, nie jest ani Zydowka, ani kobieta, ani nawet nie widziala tego filmu. Mam nadzieje sprawdziwic to w najblizszym czasie i doprowadzic do tego, by osoba ta NIGDY WIECEJ nie pisala juz na tym serwisie, i nigdy nie podszywala sie pod kolejne osoby. Dla wyjasnienia mam powazne podejrzenia, ze tekst ten zostal napisany przez Roberta Opale vel Wojciecha Kaweckiego vel Zenona Porwasza i jeszcze kilka innych pseudonimow".
Widać stąd, że trolle internetowe nie omiją i innych, tych z założenia poprawniejszych politycznie.
JWK 2004-03-07 09:30
Re: ks. Jacek Paweł.
Kiedy ja otwprzyłem tę stronę chwi.ę temu ukazał mi sie tekst:
Brak dostępu do tego artykułu. Prawdopodobnie nie jesteś członkiem serwisu Kosciol.pl. Zapraszamy do członkostwa w serwisie Kosciol.pl aby otrzymać pełny dostęp!
Moim zdaniem, kluczem do właściwego odczytania filmu jak i również jego realnego pierwowzoru jest to co zawarł w swej wypowiedzi ks. prof. Waldemar Chrostowski:"...tu nie cierpienie jest najważniejszym elementem. Pan Jezus zbawił nas nie ogromem cierpienia, zbawił nas przez miłość do Ojca, która się wyraziła w jego bezgranicznym posłuszeństwie" - podkreślił.
Wypowiedź ta doskonale weryfikuje niektóre zachwyty nad dosadnością i siłą wyrazu scen Męki Pańskiej.
subiektywny 2004-03-09 10:24
"...dlaczego ukazanie wydarzeń męki i ukrzyżowania może wywoławać u kogoś lęk lub nienawiść?".
Panie Marku S. - ja bym to troche przekrecil. Moim zdaniem to boja sie nie odbiorcy Pasji lecz producenci róznych filmowych bzdetów. Ja osobiscie po obejrzeniu Pasji zaczalem patrzec jeszcze krytyczniej na te wspólczesne telewizyjne produkcje, na ten caly jad zatruwajacy ludzi. Dlatego tez mój telewizor pozostanie przewaznie zimny.
Z powazaniem
RTG 2004-03-12 18:48
Masz wiadomość???
Masz ciekawą wiadomość, pomysł na ankietę lub link do intersującego tekstu?
Chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami fidelitas.pl...
Internetowy Serwis Fidelitas.pl - Religia * Kultura * Społeczeństwo