fidelitas.pl Słownika Apologetyczny

  Piątek, 10 lutego 2012


Strona główna   Minikatechizm   O stronie   Wsparcie dla serwisu   Kontakt   Dokumenty   Liturgia   Wyszukiwarka   Mam wiadomość   Serwisy środowiskowe   Publicystyka   Banery   Zarezerwuj swój podpis   Galerie, zdjęcia, fotorelacje   Ankiety   Kalendarium   Lista przyjaciół Tradycji   Zapiski   Kanały RSS   Słownik Apologetyczny   Forum dyskusyjne (archiwum)


Krucjata Różańcowa za Ojczyznę  




   2004-04-08

Pozwólcie nam oglądać "Pasję"

<i>Kiedy w " title="Kiedy w "Tygodniku Powszechnym" znajduję same listy na "nie", mam wrażenie, że w zacietrzewieniu, z jakim walczy się z wizją Gibsona, jest coś więcej niż sama tylko różnica wrażliwości.">

Kiedy w "Tygodniku Powszechnym" znajduję same listy na "nie", mam wrażenie, że w zacietrzewieniu, z jakim walczy się z wizją Gibsona, jest coś więcej niż sama tylko różnica wrażliwości.

Dzisiejsza „Rzeczpospolita” publikuje artykuł Piotr Zaremba w obronie filmu Mela Gibsona.

      Pozwólcie oglądać "Pasję" 
    
    Jestem jednym z pierwszych polskich dziennikarzy, którzy stanęli - na łamach "Newsweeka" - w obronie filmu "Pasja" Mela Gibsona. Zrobiłem to spontanicznie, pod wpływem przeżycia, jakiego doświadczyłem w kinie, a nie poczucia przynależności do jakiejś grupy czy solidarności z opiniami jakiegoś autorytetu. Wtedy, gdy pisałem swój pierwszy tekst, debata nad tym filmem była dopiero w powijakach. Dziś usłyszeliśmy już prawie wszystko, co mogliśmy usłyszeć. Dlatego warto do tematu powrócić.
    W trakcie tej debaty wypowiedziano wiele zdań dziwnych. Oto Adam Hanuszkiewicz, wiekowy polski reżyser teatralny i aktor, uznał film Gibsona w rozmowie z dziennikarzem TVN 24 za "kicz", co było zabawne w ustach człowieka, którego prawie każda inscenizacja w teatrze była oskarżana o kiczowatość, schlebianie niskim gustom, upraszczanie i "popkulturyzowanie" przesłania. Tenże sam Hanuszkiewicz okazał się kandydatem na znawcę Nowego Testamentu, niestety niezbyt uważnym, skoro zżymał się na absurdalność sceny w Ogrójcu, podczas której filmowy Jezus boi się swoich oprawców. Hanuszkiewicz uznał to za prymitywne i wulgarne, gdy tymczasem dokładnie tak jest w Ewangelii - Jezus poci się krwią pod wpływem lęku. Przypomina się mimo woli stwierdzenie o chrześcijaństwie, które jest zgorszeniem dla żydów, a głupstwem dla pogan. Nowocześni poganie (pojęcie bynajmniej nietożsame z wyznawcami innych religii, wątpiącymi, a nawet niewierzącymi) nie tyle odrzucają, co próbują fryzować Pismo Święte na swój użytek.
    Opinia Hanuszkiewicza miała przynajmniej jedną zaletę - była jego indywidualnym sądem. Film "Pasja" stał się jednak przedmiotem sporu, który nabrał wyraźnych konturów ideologicznych, ba, politycznych. Ten jego wymiar dowiódł, że wbrew schematom ukazującym Polskę jako zaścianek, są sfery, w których możemy się uważać za bardziej subtelnych i skomplikowanych od znaczącej części elit niektórych krajów zachodnich. Tam bowiem polityczna poprawność zmieniła wiele dyskusji w mielenie banałów i wymachiwanie etykietkami, w dodatku pisanymi bardzo grubą krechą.
    
     Gibson faszystą 
    
    Oto czytamy w "Rzeczpospolitej", że francuskie pismo "Liberation" uznało film Gibsona za wyraz poparcia dla agresywnej polityki Busha. Takiej wewnętrznie sprzecznej (film obwołano antysemickim, Busha oskarża się o proizraelskość), a przy tym budującej całkowicie wydumane analogie bzdury nie wydrukowałaby z pewnością "Gazeta Wyborcza", nazywana czasem polską "Liberation". Oto czytamy też, że pewien znany francuski producent nazwał film faszystowskim. I znów nawet najbardziej zaciekli krytycy tego filmu w Polsce nie wpadliby na coś takiego.
    Z opisu francuskich reakcji na film Gibsona wynika, że zwolennicy i przeciwnicy podzielili się tam według bardzo czytelnych podziałów: tradycjonaliści katoliccy za, reszta - przeciw lub raczej przeciw. W Polsce zaczątki podobnych stadnych odruchów też się pojawiły, było jednak dostatecznie dużo wyjątków, aby schemat nie miał pełnego zastosowania. Obrona tego filmu przez liberalnego publicystę Adama Szostkiewicza czy otwartego katolika Tadeusza Mazowieckiego świadczy o triumfie niezależnego myślenia nad potęgą stereotypu. Niby naturalne, ale jak się okazuje u nas, a nie we Francji.
    Chwytając byka za rogi warto już na wstępie przyznać, że znaczną część tej wrzawy wywołało przekonanie o antyżydowskim wydźwięku filmu. Kryje się ono również w podtekście wielu narzekań, że jest zbyt drastyczny czy niedostatecznie "ewangeliczny". Ludziom, którzy również w Polsce ulegają pokusie choć częściowego przyjęcia tego typu argumentacji, warto zadedykować stwierdzenie jednego z polskich biskupów. Powiedział on, że w takim razie antysemickie są również Ewangelie. Nie dlatego, że Gibson we wszystkim wiernie odwzorował ich treść, ale dlatego, że akurat w kwestii odpowiedzialności narodu żydowskiego za ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa dokonał raczej złagodzeń, niż zaostrzeń wobec wymowy oryginału.
    Jak inaczej interpretować brak ewangelicznych słów: "Krew na nas i na syny nasze"? Albo scenę, w trakcie której Szymon z Cyreny przypłaca zapał, z jakim pomaga Jezusowi, brutalną agresją rzymskiego żołdaka, który woła do niego: "Ty Żydzie"!
    To, co bierze się za ośmieszanie Żydów przez twórcę "Pasji", jest w gruncie rzeczy próbą wiernego oddania ekspresyjnych zachowań ludzi Wschodu - charakterystycznych zarówno dla faryzeuszy i kapłanów czy tłumu żądającego: "ukrzyżuj!", jak i dla ludzi, którzy - jak święty Piotr czy Nikodem - Jezusa bronią. Tym zaś, którzy żądają ukazania racji religijnych i politycznych sanhedrynu podejmującego decyzję o skazaniu Mesjasza, warto przypomnieć, że film Gibsona jest tylko szczegółowym zapisem kilkunastu godzin Męki Pańskiej, więc nie miejsce tu na pogadanki wyjaśniające komplikacje tła.
    
     Pytanie o okrucieństwo 
    
    Żądanie zakazu czy choćby jakiegoś definitywnego potępienia filmu, a takie pojawiały się w niektórych państwach zachodnich, to w gruncie rzeczy żądanie zakazu czy potępienia jakichkolwiek publicznych prezentacji ewangelicznego przekazu. Jeśli do tego już doszliśmy, miejmy odwagę powiedzieć to wprost. Rozumiem traumatyczne reakcje Żydów, dla których zasadnicze przesłanie chrześcijaństwa jawi się nie tylko jako zgorszenie dla ich wiary, ale również jako pośrednia, lecz dobitna zapowiedź wielu ich problemów, ba, tragedii na przestrzeni wieków. A zarazem trudno w ataku na to przesłanie, ubranym w postać ataku na ten film, a podchwytywanym przez część współczesnych liberalnych elit, nie dopatrywać się oczywistego dowodu, jak wybiórczo stosują one wynoszoną po wielekroć na piedestał zasadę wielokulturowości.
    Zacząłem od zarzutu antysemityzmu, bo mam wrażenie, że zwłaszcza na Zachodzie odegrał on większą rolę niż jakikolwiek inny wątek oceny tego filmu. Ale oczywiście pojawiły się i inne, których nie należy bagatelizować.
    Trudno prowadzić do końca racjonalną debatę o ludzkiej wrażliwości. Jednym dosłowność filmu, wysiłek, z jakim wraz z Jezusem przebywamy Drogę Krzyżową, wyda się oczyszczająca. Inni będą woleli wcześniejsze, oferowane przez książki i filmy o tematyce religijnej mniej dosłowne obrazy Męki Pańskiej. Nie lekceważę też pytań o okrucieństwo filmu, choć wolałbym, aby stawiali je zatroskani chrześcijańscy rodzice niż zblazowani nowojorscy (ba, nawet polscy) krytycy, którzy widzieli i zaakceptowali już wszystko poza tym jednym obrazem, który wydał im się nagle zbyt drastyczny. Nie zamierzam wreszcie kruszyć kopii o każdy szczegół artystycznych walorów dzieła Gibsona. Sceny piękne, szlachetne sąsiadują w nim z zabiegami rodem z hollywoodzkich superprodukcji.
    Jednak, gdy słyszę głosy kwestionujące w całości lub w części chrześcijański charakter tego filmu, coś się we mnie burzy. Nawet nie dlatego, że dywagują o tym francuski "Le Monde" i polska "Trybuna", organy nieco zabawne w roli sędziów tego, co ewangeliczne, a co nie. Nie dlatego, bo podobne wypowiedzi padają z ust niewątpliwych reprezentantów części katolickiej opinii publicznej, choćby francuskiego episkopatu czy naszego księdza Adama Bonieckiego. Widzę w nich paradoks.
    
     Głupstwo nie tylko dla pogan 
    
    Pomysł ukazania Jezusa jako cierpiącego, obdartego z intymności człowieka jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawałby się bardzo nowoczesny, a niektórym tradycyjnym katolikom wręcz obrazoburczy. W tym sensie Mel Gibson nie jest ani przedsoborowy, ani integrystyczny - określenia tego typu to czczy frazes. Ale dziś jest na odwrót. Tradycyjni katolicy zwierają szeregi w obronie "Pasji" (często na zasadzie przekory wobec krytyków), podczas gdy francuscy biskupi stawiają nam za wzór ukazania Męki Pańskiej bizantyjskie ikony.
    O ile dobrze pamiętam, w tych ikonach człowieczeństwa cierpiącego Chrystusa było jak na lekarstwo. Przedstawiano go z reguły jako zawieszonego na krzyżu, a jednak panującego. Jako władcę, pantokratora. Jeśli dzisiejsi "katolicy otwarci" wolą takie wyobrażenie niż pasyjną surowość, to przecież nie dlatego, że bliska im jest wizja chrześcijaństwa triumfującego. Ono już dawno zostało odesłane do lamusa. Dlaczego więc bizantyjskie ikony miałyby być lepsze niż Gibson?
    Nie chcę nikogo obrazić pochopnymi domniemaniami. Motywy i niuanse postaw zapewne różnią się między sobą. Mam jednak wrażenie, że męcząca, trudna (nie w sensie filmowych środków, a w sensie przesłania) wizja jest głupstwem nie tylko dla współczesnych pogan. Mam wrażenie, że dla wielu znaczących przedstawicieli chrześcijańskiej opinii odwołująca się głównie do uczuć wizja Jezusa, który boi się i cierpi, to równocześnie za mało i za dużo. Za mało, bo ludzkie emocje wydają się być mniej bezpieczne niż zimny intelekt, spekulacja, ironia. Za dużo, gdyż wysiłek, jaki trzeba włożyć, aby obejrzeć "Pasję", drażni zapewne nie tylko Hanuszkiewicza.
    Pewnie upraszczam. Możliwe, że w teologicznych uzasadnieniach, po jakie sięgnął ksiądz Boniecki, żeby "Pasję" zwalczać, mieści się spory zasób wiedzy i dobrej woli. Mogę im przeciwstawić tylko gorącą prośbę Tadeusza Mazowieckiego: Pozwólcie nam oglądać "Pasję". Nie psujcie do końca jej odbioru - to już uzupełnienie ode mnie - pełnym wyniosłości mędrkowaniem. Kiedy w "Tygodniku Powszechnym" znajduję same listy na "nie", mam wrażenie, że w zacietrzewieniu, z jakim walczy się z wizją Gibsona, jest coś więcej niż sama tylko różnica wrażliwości. Gdy zaś pojawiają się wezwania do hierarchów czy duchownych, aby mocą swojego autorytetu położyli kres "Pasyjnym" fascynacjom, to mogę tylko uśmiechnąć się z zadumą. Oto Kościołowi katolickiemu zabroniono zabraniać, zabroniono mieć opinie w jakiejkolwiek sprawie, a w każdym razie manifestować ich zbyt natarczywie. Kościół może wszakże jedno - pilnować, aby wyznawcy nie przejęli się zbytnio religijnym filmem. Zabawne to i równocześnie głęboko smutne.
    PIOTR ZAREMBA
    („Rzeczpospolita”)
    

Zobacz również:

"Pasja" zarobiła w Polsce 9,4 miliona dolarów (2004-04-07)
Chiny: dzięki „Pasji” wzrost zainteresowania chrześcijaństwem (2004-04-02)
Francuscy biskupi negatywnie o „Pasji” (2004-03-31)
Francuscy Żydzi chcieli zakazać "Pasji" (2004-03-29)
Pod wpływem "Pasji" zamachowiec przyznał się do winy (2004-03-29)
Zobaczył "Pasję" i przyznał się do morderstwa (2004-03-27)
"Pasję" obejrzało już 2 miliony widzów (2004-03-25)
Światowe sukcesy "Pasja" (2004-03-23)
Opat Fontgombault: „Pasja” Gibsona „mistrzowskim dziełem” (2004-03-23)
Gangster przyznał się po zobaczeniu "Pasji"? (2004-03-19)


Komentarze:    Dodaj swój komentarz    Wyślij znajomym   Zarezerwuj podpis komentatora

Regulamin komentarzy w serwisie Fidelitas.pl

Komentarze odzwierciedlają TYLKO i WYŁĄCZNIE opinie komentatorów.
Publikowane komentarze świadczą o wolności debaty, a nie o całkowitej zgodności ich treści z opinią redakcji.

Serwis fidelitas.pl jest przedsięwzięciem całkowicie prywatnym. Publikowane tu materiały nie są miarodajnym odzwierciedleniem stanowisk żadnych środowisk, organizacji czy instytucji.


Nie karmić troli!


     To drugi (po artykule w Neewsweeku) artykuł tego publicysty na temat "Pasji". Dobrze, że jeszcze ktoś potrafi pisać niepoprawnie politycznie...
    Paweł Strus      2004-04-09 14:08

     To drugi (po artykule w Neewsweeku) artykuł tego publicysty na temat "Pasji". Dobrze, że jeszcze ktoś potrafi pisać niepoprawnie politycznie...
    Paweł Strus      2004-04-09 14:08


Masz wiadomość???

Masz ciekawą wiadomość, pomysł na ankietę lub link do intersującego tekstu?
Chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami fidelitas.pl...

Internetowy Serwis Fidelitas.pl - Religia * Kultura * Społeczeństwo

© Fidelitas.pl 2003-2011; Webdesign © Włodzimierz Operacz

AMDG & BVMH