|
Czy wolałbyś, aby Twoje dzieci uczyły się w klasie koedukacyjnej czy raczej z podziałem według płci?Ankieta nr 13 (początek 2006-10-31, koniec 2006-11-13):
Wszystkich głosów: 242 (100 %) |
Zdecydowanie wolę koedukację |
 |
12.9 % (31) |
Raczej wolałbym koedukację |
 |
8.7 % (21) |
Trudno powiedzieć |
 |
5.8 % (14) |
Raczej wolałbym podział według płci |
 |
26.5 % (64) |
Zdecydowanie wolałbym podział według płci |
 |
46.3 % (112) |
Sam skończyłem szkołę niekoedukacyjną i muszę powiedzieć, że wbrew obiegowym opiniom po jej skończeniu (a również w trakcie chodzenia do niej) nie miałem żadnych problemów z nawiązaniem kontaktu z płcią przeciwną (niezbyt fortunne określenie, ale nie nasuwa mi się żadne inne). Poza tym w szkole męskiej panują bardzo zdrowe relacje osobowe pomiędzy uczniami, a pomimo, że już kończę studia, tak jak wszyscy absolwenci mojego liceum utrzymuję kontakt z wieloma swoimi kolegami z czasów szkolnych. komentator 2006-11-08 16:45
Oczywiście, jest wiele możliwości w pracy wychowawczej, ale niektóre z nich mogą tę pracę utrudnić bardzo poważnie! Ja chodziłam, niestety, do szkoły koedukacyjnej. Fakt, przez kilka kolejnych lat miałam uraz do granatowego :) Ale kto powiedział, że fartuszki muszą być tak obrzydliwe, jak kiedyś?
W tamtych czasach koedukacja nie sprawiała jeszcze takich problemów, ale i dzieci były inne. Panowała dyscyplina i porządek. I co z tego, że to nieprzyjemne? Nie można serwować dzieciom tylko tego, co lekkie, łatwe i przyjemne, bo życie takie nie jest! Jeśli nie będzie dyscypliny, porządku, jednolitego podejścia kadry nauczycielskiej do przestrzegania tych zasad oraz współpracy z rodzicami (nie może być tak, że rodzice podważają autorytet nauczycieli), szkoła będzie bezużyteczna! Marzena 2006-11-04 08:44
moje dzieci chodzą do szkoły katolickiej, klasy koedukacyjnej, małej ( 18 osób). Tu nie chodzi o rygor, po prostu dzieci muszą być pod kontrolą a nie w\\\\\\\"ychowywać się same\\\\\\\". Słyszałam na symnpozjum u Platerek, że szkoły niekoedukacyjne mają duzo lepsze wyniki, ale są korzystniejsze dla dziewcząt, niż dla chłopców.
W każdym razie w szkole powinien dominować poziom, odpowiedni duch, a nie to coś co widać.
Mam nadzieję, ze sprawcy tragedii zostaną tak ukarani, by przynajmniej odstraszyć nastepnych. Maria Anna 2006-11-02 20:12
Prosze Pani wm, tyle ze rozdzial plci to nie metoda sredniowieczna, a stosowana byla jeszcze w polowie XX wieku i uwazana jeszcze wtedy za cos oczywistego. Sprawdzila sie przez stulecia. Natomiast eksperyment koedukacji trwa zaledwie ok. 40 lat, i dzis juz widac, ze przynosi nie najlepsze owoce.
Z tym tzw. rozwojem wspolnym to problem taki, ze rozwoj chlopcow i dziewczat nie jest jednakowy, a koedukacja wlasnie taka jednakowosc zaklada. I nie zapominajmy o aspekcie praktycznym, kiedy to dzieciaki w szkole zamiast uczyc sie stale zajmuja sie plcia przeciwna (to jest moje osobiste doswiadczenie z koeduka).
Oczywiscie, zgadzam sie ze rygor i porzadek nie jest czyms przyjemnym, ale to przeciez szkola nie dla przyjemnosci istnieje. Sam Pan Bog wie, czego uchronil Pania przez to, ze nie przebywala Pani wciaz z chlopakami. Moze Pani uniformy znienawidzila, ale prosze porownac poziom moralny swoich rowiesnikow z poziomem moralnym obecnych uczniow. Wnioski sie nasuwaja same.
Pozdrawiam
Grzegorz 2006-11-01 20:17
Jestem zdecydowanie przeciwna szkołom wg płci. Uważam, że dzieci i mlodzież powinna rozwijać się wspólnie. Chodziłam do żeńskiego liceum i wspominam je jak najgorzej. Były to także czasy fartuszków szkolnych do których także mam zdecydowanie negatywny stosunek. Było więc tak, że do 18 roku życia (matura) byłam pozbawiona męskiego koleżeństwa i mozliwości swobodnego, choc skromnego ubioru. Przez wiele późniejszych lat nienawidziłam wprost granatowego koloru, a pierwsze kontakty koleżeńskie z kolegami na studiach były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. To jest nienormalne, by w imie jakichs niesprawdzonych metod wychowawczycg wprowadzać średniowieczne porządki w szkołach. Szkoły męskie moga bardziej deprawować niż mieszane (i odwrotnie). Trzeba raczej zastanowić się nad błędami lat minionych, nie uczyc w telewizji "róbta, co chceta", propagować kulturę przez duże "K", systematycznie współpracować w rodzicami. Jest wiele możliwości w pracy wychowaczej, trzeba tylko chcieć. wm 2006-11-01 17:50
Zgadzam sie!
Co prawda ja chodzilem do koedukowanych szkol (nie mialem innej mozliwosci), to jednak wydaje mi sie, ze bylo tam tego wiecej zlych skutkow, niz dobrych. Ponadto system rozdzielony jest takze praktyczniejszy: szkola nie sluzy do spotkan towarzyskich, tylko do nauki. A poznawac dziewczyny mozna po poludniu i na weekendy.
Dodalbym, ze uwazam ze w szkolach nie-koedukowanych wiekszosc nauczycieli tez powinna byc tej samej plci, co uczniowie. Chlopcy i dziewczyny przeciez nie rozwijaja sie jednakowo, potrzebuja innego podejscia pedagogicznego. Grzegorz 2006-11-01 16:16
pomyliłam się . sama uczęszczałam do szkoły Zeńskiej aż do studiów i uważam że tylko szkoły "wg płci" także akademiki wg płci.
Halina Budzyńska 2006-10-31 17:35
pomyliłam się . sama uczęszczałam do szkoły Zeńskiej aż do studiów i uważam że tylko szkoły "wg płci" także akademiki wg płci.
Halina Budzyńska 2006-10-31 17:35
Zgadzam sie!
Co prawda ja chodzilem do koedukowanych szkol (nie mialem innej mozliwosci), to jednak wydaje mi sie, ze bylo tam tego wiecej zlych skutkow, niz dobrych. Ponadto system rozdzielony jest takze praktyczniejszy: szkola nie sluzy do spotkan towarzyskich, tylko do nauki. A poznawac dziewczyny mozna po poludniu i na weekendy.
Dodalbym, ze uwazam ze w szkolach nie-koedukowanych wiekszosc nauczycieli tez powinna byc tej samej plci, co uczniowie. Chlopcy i dziewczyny przeciez nie rozwijaja sie jednakowo, potrzebuja innego podejscia pedagogicznego. Grzegorz 2006-11-01 16:16
Jestem zdecydowanie przeciwna szkołom wg płci. Uważam, że dzieci i mlodzież powinna rozwijać się wspólnie. Chodziłam do żeńskiego liceum i wspominam je jak najgorzej. Były to także czasy fartuszków szkolnych do których także mam zdecydowanie negatywny stosunek. Było więc tak, że do 18 roku życia (matura) byłam pozbawiona męskiego koleżeństwa i mozliwości swobodnego, choc skromnego ubioru. Przez wiele późniejszych lat nienawidziłam wprost granatowego koloru, a pierwsze kontakty koleżeńskie z kolegami na studiach były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. To jest nienormalne, by w imie jakichs niesprawdzonych metod wychowawczycg wprowadzać średniowieczne porządki w szkołach. Szkoły męskie moga bardziej deprawować niż mieszane (i odwrotnie). Trzeba raczej zastanowić się nad błędami lat minionych, nie uczyc w telewizji "róbta, co chceta", propagować kulturę przez duże "K", systematycznie współpracować w rodzicami. Jest wiele możliwości w pracy wychowaczej, trzeba tylko chcieć. wm 2006-11-01 17:50
Prosze Pani wm, tyle ze rozdzial plci to nie metoda sredniowieczna, a stosowana byla jeszcze w polowie XX wieku i uwazana jeszcze wtedy za cos oczywistego. Sprawdzila sie przez stulecia. Natomiast eksperyment koedukacji trwa zaledwie ok. 40 lat, i dzis juz widac, ze przynosi nie najlepsze owoce.
Z tym tzw. rozwojem wspolnym to problem taki, ze rozwoj chlopcow i dziewczat nie jest jednakowy, a koedukacja wlasnie taka jednakowosc zaklada. I nie zapominajmy o aspekcie praktycznym, kiedy to dzieciaki w szkole zamiast uczyc sie stale zajmuja sie plcia przeciwna (to jest moje osobiste doswiadczenie z koeduka).
Oczywiscie, zgadzam sie ze rygor i porzadek nie jest czyms przyjemnym, ale to przeciez szkola nie dla przyjemnosci istnieje. Sam Pan Bog wie, czego uchronil Pania przez to, ze nie przebywala Pani wciaz z chlopakami. Moze Pani uniformy znienawidzila, ale prosze porownac poziom moralny swoich rowiesnikow z poziomem moralnym obecnych uczniow. Wnioski sie nasuwaja same.
Pozdrawiam
Grzegorz 2006-11-01 20:17
moje dzieci chodzą do szkoły katolickiej, klasy koedukacyjnej, małej ( 18 osób). Tu nie chodzi o rygor, po prostu dzieci muszą być pod kontrolą a nie w\\\\\\\"ychowywać się same\\\\\\\". Słyszałam na symnpozjum u Platerek, że szkoły niekoedukacyjne mają duzo lepsze wyniki, ale są korzystniejsze dla dziewcząt, niż dla chłopców.
W każdym razie w szkole powinien dominować poziom, odpowiedni duch, a nie to coś co widać.
Mam nadzieję, ze sprawcy tragedii zostaną tak ukarani, by przynajmniej odstraszyć nastepnych. Maria Anna 2006-11-02 20:12
Oczywiście, jest wiele możliwości w pracy wychowawczej, ale niektóre z nich mogą tę pracę utrudnić bardzo poważnie! Ja chodziłam, niestety, do szkoły koedukacyjnej. Fakt, przez kilka kolejnych lat miałam uraz do granatowego :) Ale kto powiedział, że fartuszki muszą być tak obrzydliwe, jak kiedyś?
W tamtych czasach koedukacja nie sprawiała jeszcze takich problemów, ale i dzieci były inne. Panowała dyscyplina i porządek. I co z tego, że to nieprzyjemne? Nie można serwować dzieciom tylko tego, co lekkie, łatwe i przyjemne, bo życie takie nie jest! Jeśli nie będzie dyscypliny, porządku, jednolitego podejścia kadry nauczycielskiej do przestrzegania tych zasad oraz współpracy z rodzicami (nie może być tak, że rodzice podważają autorytet nauczycieli), szkoła będzie bezużyteczna! Marzena 2006-11-04 08:44
Sam skończyłem szkołę niekoedukacyjną i muszę powiedzieć, że wbrew obiegowym opiniom po jej skończeniu (a również w trakcie chodzenia do niej) nie miałem żadnych problemów z nawiązaniem kontaktu z płcią przeciwną (niezbyt fortunne określenie, ale nie nasuwa mi się żadne inne). Poza tym w szkole męskiej panują bardzo zdrowe relacje osobowe pomiędzy uczniami, a pomimo, że już kończę studia, tak jak wszyscy absolwenci mojego liceum utrzymuję kontakt z wieloma swoimi kolegami z czasów szkolnych. komentator 2006-11-08 16:45
| |