|
Artykuły, publicystyka i inne teksty
Pisałem już kiedyś o tym, ale sprawa jest na tyle ważna, że warto ja po raz kolejny poruszyć.
Czy widział kto duchownego, który by ostrzegał żyjących w konkubinatach czy rozwodników mających kolejnych partnerów, że ryzykują wiecznym potępieniem? Próżno by dziś takich pasterzy szukać! Dlaczego odrzucono „straszenie piekłem” jako niewłaściwe i niegodne człowieka współczesnego? Jest to jeden z przejawów głębokiego kryzysu w jakim Kościół znajduje się od kilkudziesięciu lat. Taki stan rzeczy wynika głównie z uprzedzeń ideologicznych, które jednak wiodą do braku miłości wobec ludzi powierzonych pasterskiej trosce, do zwykłej obojętności na ich los. W imię miłości bliźniego domagajmy się powrotu do straszenia piekłem!
Tyle można usłyszeć od ludzi Kościoła o nowych wyzwaniach ewangelizacji w dzisiejszych czasach, nowych potrzebach i sposobach dotarcia do współczesnego człowieka z przekazem o Zbawieniu i o potrzebie nawrócenia. Czasami mam wrażenie, że głoszący to ludzie a priori odrzucają nie tylko doświadczenia minionych wieków, ale gubią gdzieś samo jądro ewangelicznego przekazu z jego eschatologicznym ostrzem. Czyżby człowiek współczesny uległ takim zmianom, że trzeba wymyślić coś nowego niż mamy zawarte w Objawieniu? Człowiek w swej naturze posiada jednak pewne „wychylenie” ku wieczności. Stąd duszpasterstwo oparte na wyrugowaniu eschatologii jest zupełnie nieskuteczne i jałowe, bo pomija prawdę o ostatecznych losach człowieka. Zatracenie przekazu o tymczasowości ziemskiej egzystencji wiedzie po prostu do uczynienia życia tu i teraz zupełnie bezsensownym.
Mówienie o piekle wydaje się współczesnym duszpasterzom czymś niestosownym i to w czasach, gdy tak intensywnie szerzy się kult Miłosierdzia Bożego według sposobu podanego przez św. Faustynę - istotną jego częścią jest wszakże prawda o piekle dla tych, którzy się nie nawrócą.
Przesłanie Ewangelii jest jasne i wyraźne. Zawiera ono wezwanie do nawrócenia w obliczu tymczasowości ziemskiego życia człowieka: wybieraj człowieku możesz (jeśli chcesz) zbawić się, a jak nie czeka cię wieczne potępienie. Takie nawoływanie, jak pokazują dzieje, ma potężną moc kruszenia ludzkich serc. Wszystko to, co nie jest nakierowane na wieczność to pył i marność oraz ulotna ułuda. Błędem jest nadmierne przecenianie doczesności, głoszenie jej „wartości” zaciemnia ów zew wieczności! I Kościół robił to od zawsze. Oczywiście nie można całkowicie deprecjonować doczesności, ale w obecnej sytuacji duszpasterskiego zachłyśnięcia się doczesnością i jej „wartościami”, praktycznie każde ukazywanie znikomości życia ziemskiego będzie służyło ustawieniu doczesnego bytowania na należytym miejscu w życiu człowieka.
Miejmy nadzieję, że doczekamy się niebawem, iż głoszenie nawrócenia wobec nieuchronności śmierci i ostatecznego zbawienia lub wiecznego potępienia wróci tak, jak powoli „wracają z pastoralnego wygnania” szatan i egzorcyzmy.
Trzeba przekonać duchownych i innych odpowiedzialnych za stan dusz ludzi, iż pociąganie ludzi wizją Boga, który jest w raju lub przestrzeganie prze złym życiem wizję wiecznego piekła jest skuteczne! Ale nie o jakąś manipulację tu chodzi, a o głoszenie prawdy. Przeciwnie – ukrywanie tych prawd przed ludźmi z jednej strony obciąża sumienia duszpasterzy wypaczeniem Bożego orędzia, z drugiej natomiast traci na skuteczności. Perspektywa eschatologiczna w duszpasterstwie jest właściwa i zasadna, bo jest prawdziwa. Życie doczesne na ziemi jest tylko egzaminem, przed życiem właściwym.
Tylko mając pełną wiedzę o rzeczach ostatecznych (a o tym niezawodnie naucza Kościół) człowiek jest w stanie właściwie podejmować decyzje skutkujące na wieczność. Zaniedbywanie nauczania eschatologicznego jest poważnym zaniedbaniem obowiązków ze strony duchownych urzędowo zobowiązanych do głoszenia Ewangelii.
Poprzez jakieś iście szatańskie zjawisko mówienie o rzeczach ostatecznych człowieka, o niebie i piekle stały się niemodne i bardzo źle widziane. Tak jakby życie ludzkie zamykało się w doczesności i można było przemawiać do współczesnego człowieka tylko w imieniu doczesności z odwołaniem się wyłącznie do niej. Groza piekła, która wielokrotnie zostawała ukazywana przez Boga nie tylko w Piśmie Św., ale również rozlicznym wizjonerom i mistykom miała swój wyraźny cel dydaktyczny – porzucenie grzechu i nawrócenie grzeszników.
Sprawa ta wydaje mi się bardzo istotna, a momentami kluczowa dla naprawy współczesnego duszpasterstwa i nadania mu większej efektywności. Pisząc o skuteczności i efektywności mam na myśli pozyskanie dla Chrystusa tak tych, którzy go jeszcze nie znają jak mi tych, którzy go porzucili.
Obok zdrowej liturgii i przywrócenia dyscypliny wśród duchowieństwa uważam „straszenie piekłem” z konieczny element przezwyciężenia kryzysu Kościoła.
Opinie czytelników:
Dodaj swoją opinię
Wyślij tekst znajomym
Zarezerwuj podpis komentatora
Regulamin komentarzy w serwisie Fidelitas.pl
|