fidelitas.pl Słownika Apologetyczny

  Piątek, 10 września 2010


Strona główna   Minikatechizm   O stronie   Wsparcie dla serwisu   Kontakt   Dokumenty   Liturgia   Wyszukiwarka   Mam wiadomość   Serwisy środowiskowe   Publicystyka   Banery   Zarezerwuj swój podpis   Galerie, zdjęcia, fotorelacje   Ankiety   Kalendarium   Lista przyjaciół Tradycji   Zapiski   Kanały RSS   Słownik Apologetyczny   Forum dyskusyjne (archiwum)


Księgarnia Antyk - Iota Unum, Ukryta Strona Dziejów  

Artykuły, publicystyka i inne teksty




   Włodzimierz Operacz


Jeszcze o straszeniu piekłem

 

     Pisałem już kiedyś o tym, ale sprawa jest na tyle ważna, że warto ja po raz kolejny poruszyć.
    Czy widział kto duchownego, który by ostrzegał żyjących w konkubinatach czy rozwodników mających kolejnych partnerów, że ryzykują wiecznym potępieniem? Próżno by dziś takich pasterzy szukać! Dlaczego odrzucono „straszenie piekłem” jako niewłaściwe i niegodne człowieka współczesnego? Jest to jeden z przejawów głębokiego kryzysu w jakim Kościół znajduje się od kilkudziesięciu lat. Taki stan rzeczy wynika głównie z uprzedzeń ideologicznych, które jednak wiodą do braku miłości wobec ludzi powierzonych pasterskiej trosce, do zwykłej obojętności na ich los. W imię miłości bliźniego domagajmy się powrotu do straszenia piekłem!
    Tyle można usłyszeć od ludzi Kościoła o nowych wyzwaniach ewangelizacji w dzisiejszych czasach, nowych potrzebach i sposobach dotarcia do współczesnego człowieka z przekazem o Zbawieniu i o potrzebie nawrócenia. Czasami mam wrażenie, że głoszący to ludzie a priori odrzucają nie tylko doświadczenia minionych wieków, ale gubią gdzieś samo jądro ewangelicznego przekazu z jego eschatologicznym ostrzem. Czyżby człowiek współczesny uległ takim zmianom, że trzeba wymyślić coś nowego niż mamy zawarte w Objawieniu? Człowiek w swej naturze posiada jednak pewne „wychylenie” ku wieczności. Stąd duszpasterstwo oparte na wyrugowaniu eschatologii jest zupełnie nieskuteczne i jałowe, bo pomija prawdę o ostatecznych losach człowieka. Zatracenie przekazu o tymczasowości ziemskiej egzystencji wiedzie po prostu do uczynienia życia tu i teraz zupełnie bezsensownym.
    Mówienie o piekle wydaje się współczesnym duszpasterzom czymś niestosownym i to w czasach, gdy tak intensywnie szerzy się kult Miłosierdzia Bożego według sposobu podanego przez św. Faustynę - istotną jego częścią jest wszakże prawda o piekle dla tych, którzy się nie nawrócą.
    Przesłanie Ewangelii jest jasne i wyraźne. Zawiera ono wezwanie do nawrócenia w obliczu tymczasowości ziemskiego życia człowieka: wybieraj człowieku możesz (jeśli chcesz) zbawić się, a jak nie czeka cię wieczne potępienie. Takie nawoływanie, jak pokazują dzieje, ma potężną moc kruszenia ludzkich serc. Wszystko to, co nie jest nakierowane na wieczność to pył i marność oraz ulotna ułuda. Błędem jest nadmierne przecenianie doczesności, głoszenie jej „wartości” zaciemnia ów zew wieczności! I Kościół robił to od zawsze. Oczywiście nie można całkowicie deprecjonować doczesności, ale w obecnej sytuacji duszpasterskiego zachłyśnięcia się doczesnością i jej „wartościami”, praktycznie każde ukazywanie znikomości życia ziemskiego będzie służyło ustawieniu doczesnego bytowania na należytym miejscu w życiu człowieka.
    Miejmy nadzieję, że doczekamy się niebawem, iż głoszenie nawrócenia wobec nieuchronności śmierci i ostatecznego zbawienia lub wiecznego potępienia wróci tak, jak powoli „wracają z pastoralnego wygnania” szatan i egzorcyzmy.
    Trzeba przekonać duchownych i innych odpowiedzialnych za stan dusz ludzi, iż pociąganie ludzi wizją Boga, który jest w raju lub przestrzeganie prze złym życiem wizję wiecznego piekła jest skuteczne! Ale nie o jakąś manipulację tu chodzi, a o głoszenie prawdy. Przeciwnie – ukrywanie tych prawd przed ludźmi z jednej strony obciąża sumienia duszpasterzy wypaczeniem Bożego orędzia, z drugiej natomiast traci na skuteczności. Perspektywa eschatologiczna w duszpasterstwie jest właściwa i zasadna, bo jest prawdziwa. Życie doczesne na ziemi jest tylko egzaminem, przed życiem właściwym.
    Tylko mając pełną wiedzę o rzeczach ostatecznych (a o tym niezawodnie naucza Kościół) człowiek jest w stanie właściwie podejmować decyzje skutkujące na wieczność. Zaniedbywanie nauczania eschatologicznego jest poważnym zaniedbaniem obowiązków ze strony duchownych urzędowo zobowiązanych do głoszenia Ewangelii.
    Poprzez jakieś iście szatańskie zjawisko mówienie o rzeczach ostatecznych człowieka, o niebie i piekle stały się niemodne i bardzo źle widziane. Tak jakby życie ludzkie zamykało się w doczesności i można było przemawiać do współczesnego człowieka tylko w imieniu doczesności z odwołaniem się wyłącznie do niej. Groza piekła, która wielokrotnie zostawała ukazywana przez Boga nie tylko w Piśmie Św., ale również rozlicznym wizjonerom i mistykom miała swój wyraźny cel dydaktyczny – porzucenie grzechu i nawrócenie grzeszników.
    Sprawa ta wydaje mi się bardzo istotna, a momentami kluczowa dla naprawy współczesnego duszpasterstwa i nadania mu większej efektywności. Pisząc o skuteczności i efektywności mam na myśli pozyskanie dla Chrystusa tak tych, którzy go jeszcze nie znają jak mi tych, którzy go porzucili.
    Obok zdrowej liturgii i przywrócenia dyscypliny wśród duchowieństwa uważam „straszenie piekłem” z konieczny element przezwyciężenia kryzysu Kościoła.
    

Opinie czytelników:       Dodaj swoją opinię     Wyślij tekst znajomym    Zarezerwuj podpis komentatora

Regulamin komentarzy w serwisie Fidelitas.pl





Internetowy Serwis Fidelitas.pl - Religia * Kultura * Społeczeństwo

© Fidelitas.pl 2003-2010; Webdesign © Włodzimierz Operacz

AMDG & BVMH