|
Artykuły, publicystyka i inne teksty
Zatroskani
Kiedyś Kościół miał wielu wrogów. Niektórzy nawet wszem i wobec głosili, że są „osobistymi nieprzyjaciółmi Pana Boga”. Od rewolucji francuskiej, aż po wojnę domową w Hiszpanii wielu duchownych w Europie przypłaciło życiem swoją wierność Kościołowi, nie mówiąc już o ponadkonfesyjnej nienawiści rozpętanej przez nazizm i komunizm. Dzisiaj to wszystko się zmieniło. Cały świat martwi się o dobro Kościoła. Celuje w tym zwłaszcza postępowa prasa. Najwięcej zaś troski poświęcają Kościołowi i Ojcu Świętemu te czasopisma, których redaktorów nikt nigdy nie posądzał o szczególną pobożność.
Ta troska o Kościół ma jednak pewną osobliwość. Otóż większość mediów opisuje Kościół tak, jak opisuje się partie polityczne. Biskupi dzielą się na postępowych i konserwatywnych, a każdy dokument kościelny, albo decyzja personalna jest efektem ścierania się kościelnych frakcji. Pytanie o to, jaka jest wola Boża mogą zadawać tylko naiwniacy. Wiara w nadprzyrodzony charakter nauczania Kościoła, albo Bożą Opatrzność, to dobre dla wieśniaków, a nie „klasy średniej”, która, choć jest rachityczna, jest głównym adresatem polskich mediów. Przecież nie ważne, czy klasa ta istnieje, czy nie; ważne, że każdy w Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu czuje się członkiem klasy średniej.
Dziennikarskim pewnikiem jest, że Kościół stoi dzisiaj w obliczu modernizacji. Właściwie nie ma pytania, „czy” ale „kiedy” wreszcie Kościół się dostosuje, uzna kapłaństwo kobiet, zaakceptuje homoseksualizm, antykoncepcję, a może nawet aborcję, albo zlikwiduje celibat księży. Świeckie (czy wręcz ateistyczne) media „doradzą”, co zrobić z problemem pedofilii albo homoseksualizmu wśród księży. Rady udzielane przez nie są zresztą skomplikowane, ani trudne do przewidzenia. Zawsze sprowadzają się do tego, by zlikwidować to, co w wielkiej mierze stanowi o istocie Kościoła – wyrzeczenie, trudne zasady moralne, hierarchiczną strukturę.
Fundamentalizm
Bardzo instruktywne jest to, w jaki sposób instrumentalizuje się pojęcie „fundamentalizmu”. Słowo to jest poręcznym narzędziem dyskredytowania każdego, kto o Kościele chciałbym myśleć i pisać w kategoriach wiary a nie polityki. Znaleziona przeze mnie w internecie definicja mówi, że „fundamentalistami są osoby, które wierzą, że są w posiadaniu prawdy, czyli uważają, iż nauka, jaką głoszą, jest prawdziwa, nienaruszalna, pochodzi z góry i obowiązuje wszystkich.” Taka definicja fundamentalizmu w gruncie rzeczy utożsamia fundamentalizm i wiarę. Każdy człowiek głęboko wierzący uważa, że jest posiadaczem prawdy, która przychodzi z góry i jest - w swej istocie - nienaruszalna, co nie znaczy, że jest fundamentalistą. "Bezkompromisowe przestrzeganie zasad religii" to definicja świętości. Matka Teresa z Kalkuty była osobą bezkompromisowo wcielającą w życie zasady religijne, a przecież jej postawa nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem. Fundamentalistą jest ten, kto utożsamia normy religijne z normami prawa państwowego i nie cofa się przed użyciem przymusu, żeby zmusić innych do przestrzegania zasad religijnych. To prawda, że pokusa fundamentalizmu była obecna w historii chrześcijaństwa, choćby w postaci Świętej Inkwizycji. Jednak takie rozumienie wiary jest dziś praktycznie nieobecne w chrześcijaństwie i zostało oficjalnie odrzucone przez Kościół katolicki (dokumenty Soboru Watykańskiego II oraz liczne wypowiedzi Jana Pawła II).
To właśnie fundamentalizm jest odejściem od istoty chrześcijaństwa, ponieważ Chrystus wzywa do znoszenia niesprawiedliwości, a nie do dochodzenia siłą swoich praw. Dlatego np. mógł zostać świętym Maksymilian Kolbe, bezkompromisowo realizujący swoją wiarę, kiedy zdecydował się umrzeć za jednego ze współwięźniów. To jest wierność prawdzie i postawa biegunowo sprzeczna z istotą fundamentalizmu. W najgłębszym rozumieniu chrześcijaństwo jest bowiem wyrzeczeniem się samego siebie, a apostolstwo polega na przekonaniu innych do prawdy, co jest sprzeczne z fundamentalistyczną zasadą narzucania siebie i swoich poglądów innym siłą.
Wyrzut sumienia
Stosunek mediów do Kościoła jest egzemplifikacją tego, co Alexis de Tocqueville widział jako największe zagrożenie w demokracji – tyranii większości. Większość nie może znieść tego, że w społeczeństwie demokratycznym istnieje instytucja, która nie godzi się z opiniami większości, która posiada procedury decyzyjne różne od procedur demokratycznych, która posiada swoją doktrynę, nie poddającą się naciskowi mediów. Kościół katolicki, jest jedną z tych instytucji, które opierają się tej tyranii większości. Równocześnie wolna prasa, w której de Tocqueville przed ponad 150 laty widział remedium na tyranię, coraz częściej przestaje pełnić swoją tradycyjną rolę. W coraz większej mierze prasa, a jeszcze bardziej media elektroniczne, stają jedynie elementem rynku, starają się zatem dopasować swój ton do statystycznej średniej, z którą związana jest sprzedaż reklam. Media wprawdzie lubią szokować i udawać nonkonformizm, ale jest to szok dokładnie obliczony przez statystyków i specjalistów od marketingu i dokładnie wycelowany, by wzbudzić zainteresowanie i pomnożyć sprzedaż reklam.
Stosunek mediów do Kościoła wynika z czegoś jeszcze - jest znakiem czasu epoki postchrześcijańskiej w Europie. Ci, którzy nie potrafią pozbyć się wyrzutów sumienia, którzy odeszli lub oddalili się od Kościoła, chcieliby w gruncie rzeczy, żeby Kościół usankcjonował zasady komercji, obłudy i tandety, które rządzą znaczną częścią współczesnego świata. Media są tej światowej tandety awangardą. Co ciekawe jednak, choć media stały się po prostu kolejnym działem businessu, nie wyzbyły się poczucia misji prasy z epoki „przedstatystycznej” i aspirują nadal do roli sumienia świata, chociaż w istocie są jednym z najważniejszych źródeł tego świata korupcji. Nie jest przypadkiem, że w każdej religii największa głębia duchowa była udziałem tych, którzy odchodzili daleko od życia codziennego, separowali się od władzy, pieniędzy i chaosu świata. Dziennikarz jest w pewnym sensie dokładnym przeciwieństwem zakonnika, jest człowiekiem narażonym na codzienne bombardowanie informacjami, zobligowanym do obcowania ze światem władzy, pieniędzy i próżności. Good news is no news! Ta podwójna rola, w której występuje dziennikarz – z powołania kapłan prawdy, a z praktyki często zwodziciel - czyni często sumienie dziennikarzy obszarem fundamentalnego i permanentnego konfliktu.
Kościół jako rzeczywistość nadprzyrodzona
Jest jeszcze jeden problem naszej epoki, który odbija się w sposobie pisania o Kościele. Naukowiec czy dziennikarz stara się stworzyć jakąś obiektywną metodę zewnętrznego obserwatora, który stara się przedstawić świat takim jaki on jest, odrzucając „subiektywny”, punkt widzenia człowieka wiary. Obiektywne jest to, co daje się dostrzec, zmierzyć, zważyć i ubrać w jakąś prostą sprawdzalną teorię. Tymczasem świat religii nie daje się w ten sposób opisać. Jego opis jest sformułowany w językach innych epok i żadne nowoczesne teologie nie są w stanie tego przezwyciężyć. Weźmy choćby taki przykład: Z punktu widzenia metody „obiektywnej” ksiądz, to człowiek, który z niezbyt racjonalnych powodów odrzuca możliwość życia seksualnego, ubiera się w dziwne stroje i podczas zgromadzeń wiernych podnosi opłatek i wino. Tymczasem dla człowieka wiary, ksiądz jest tym, który swoim życiem i ofiarą ołtarza współuczestniczy w ofierze Chrystusa, która jest drogą do zbawienia ludzkości. Te języki nie mają żadnego punktu stycznego, zatem nie ma żadnego „obiektywnego” opisu religii, który byłby wspólny dla człowieka niewierzącego i dla wierzącego. „Obiektywne” dziennikarstwo jest w tej mierze albo nieporozumieniem, albo co gorsza wyrazem ukrytych fobii czy narzędziem gry przeciwko Kościołowi.
Dyskusje o „trudnych tematach” w Kościele są smarem, który oliwi machinę mediów. To temat jak każdy inny. Im bardziej skrajne opinie i postulaty, tym więcej zainteresowanych. Inaczej rzecz ma się dla człowieka wierzącego, czy poszukującego wiary. Jeśli ktoś wierzy, że Kościół jest instytucją nadprzyrodzoną, wierzy również, że w ostatecznym rachunku to Pan Bóg zadecyduje o tym, jaka jest doktryna i struktura Kościoła. Jeśli ktoś wierzy, że cierpienie jest elementem Bożego planu zbawienia, to wprawdzie bolą go niedomagania Papieża, ale jednocześnie wie, że jest to przejaw łaski współuczestnictwa w cierpieniu Chrystusa. Jeśli ktoś jest przekonany, że prawda jest objawiona, to nie niecierpliwi się faktem, że Kościół zbyt wolno dostosowuje się do „ducha epoki”. Zwłaszcza, że doświadczenie uczy, iż nie wiadomo, jak ten „duch” będzie wyglądał na następnym zakręcie dziejów. Bo cóż to byłaby za wiara, która kształtuje wyobrażenia o Bogu i Kościele wedle moich upodobań, w której nie daję Panu Bogu szansy na jego samodzielne działanie i chciałbym zmieniać papieży i ich poglądy zgodnie z rytmem światowych mód czy moich osobistych upodobań. Opinie czytelników:
Dodaj swoją opinię
Wyślij tekst znajomym
Zarezerwuj podpis komentatora
Regulamin komentarzy w serwisie Fidelitas.pl
Zmień sortowanie komentarzy na: najstarsze od góry.
Myślę, że o pogladzie Pana Roberta Kostro nt. Świetej Inkwiezycjii i Jej
rzekomego powinowactwa z fundamentalizmem, muszę a właściwie trzeba stwierdzić, że te beszczelne kłamstwa, perfidna zaściankowość, mityczna odwaga i bohaterstwo powyższego autora w formowaniu tych sądów nie ma n ic wspólnego z prawdą. Nie wiem, jak ten "tekst" bo szyderstwem jest go nazywać inaczej, dopuszczono do tej publicystyki, jak tego autora postwiono obok świetnego publicysty, którego bardzo darzę sympatią,
czyli Pana Romana Konika. Radzę Panu Robertowi Kostro przeczytać wspaniałą ksiażkę Pana Romana Konika pt. "W obronie Świętej Inkwiezycji", która ukazuje prawdę obiektywna, nie podlegającą relatywizacjii i procesowi pozytywizmu. Radzę się nad tym zastanowić i sprostować owy błąd.
Z Panem Bogiem
Łukasz 2004-10-27 20:03
ZATROSKANI Kościół zmieniał się na przełomie wieków i nie tylko że się nie rozpadł lecz wręcz wzmocnił - dlaczego miałby zaprzestać zmian? Wyobrażacie sobie dzisiaj wielogodzinne msze po łacinie?
FUNDAMENTALIZM bardzo dobrze zdefiniowano problem, trafione w sedno SZKODA ŻE NIE WSZYSCY PODZIELAJĄ TO ZDANIE np. ojciec Rydzyk... a co ze stawianiem znaku równości pomiędzy Bogiem a księdzem? Kto krytykuje konkretnego księdza (nawet jeśli ma rację) krytykuje automatycznie Pana Boga
WYŻUTY SUMIENIA Czasami wydaje mi się iż jest dokładnie na odwrót. Obecnie do przynależności do kościoła nikogo się nie zmusza, a przynależnosć oznacza automatycznie akceptację obowiązujących w nim praw, ale co na przykład z kobietami, którym odmówiono badań prenatalnych pod pretekstem "bo jak coś z płodem będzie nie tak to one go usuną" ??? Przecież to zwykły fundamentalizm i łamanie praw osób z poza kościoła...
KOŚCIÓŁ JAKO RZECZYWISTOŚĆ NADPRZYRODZONA Dzisiaj mamy wolność słowa i nikt za wypowiadanie się na temat kościoła nie pali już na stosie, i absolutnie każdy może wtrącić swoje 3grosze do dyskusji, nawet jeśli zupełnie nie wie o czym mówi i nie ma nic do powiedzenia. Tymniemniej nie należy zamykać się na wszelkie opinie z zewnątrz, gdyż zdarzają się wśród nich i takie, które mogłyby być całkiem pożyteczne.
Pozdrawiam wszystkich YouzeQ 2004-05-05 12:18
Z tym "Discovery" to Pan przesadził (Strefy 11 nie znam). Oglądam regularnie 4 kanały "Discovery", które mam w kablu, owszem ciekawe (tylko za dużo powtórek). Ale twierdzenie, że nie są "politycznie poprawne" uważam za DUŻĄ PRZESADĘ! Zenek 2003-04-07 09:28
4. Myślę, że dla rozważań o Wierze kluczowym rozdziałem jest „Kościół jako rzeczywistość nadprzyrodzona” – jednak przykłady podane przez Pana Roberta Kostro ograniczają temat do polemiki z głównym nurtem mediów politpoprawnych. Myślę, że szkoda na to czasu. Jak pisałem wcześniej problemem jest brak narzędzi własnych (mediów i zaangażowanych ludzi). Wówczas pozostaje tylko dawać odpór bez możliwości przejęcia inicjatywy. Tak naprawdę tragedią jest odwrócenie się Hierarchii od stałego uaktualniania spraw wiary w codziennie zmieniającym się świecie. Obiektywnie i na zimno patrząc Kościół (myślę raczej o Polsce) ma największe możliwości medialne w postaci coniedzielnych kazań. Cóż z tego, gdy około 30 lat temu nastąpiło (zgodnie bodaj z doktryna neokatechumenalną) zastąpienie ich hagaddami z obfitym cytowaniem Pisma – bez nijakiego pożytku i nawiązań do problemów współczesnych – celuje w tym np. JPII (seria Przykazań), lub rozważań w postaci egzystencjalnych eseji. Tymczasem, jeśli na chwile zdejmiemy „klapki z oczu” i spojrzymy nieco wyżej daje się zauważyć pewien głód w informacjach na tematy nadprzyrodzone dla większości ludzi. Stąd takie zainteresowanie niuejdżem, czy postępy jehowych. Programy takie jak np. Discovery, Strefa 11 - biją rekordy powodzenia a politpoprawne bynajmniej nie są. Adam 2003-04-06 23:09
3. Uważam, ze nie jest najważniejszy sprzeciw wobec tyrani większości. Kościół jest wyrzutem sumienia, – bo jest Prawdą. Nienawiść lewicowych, liberalnych mediów do Kościoła wynika z tego, że ich przedstawiciele kłamią, wiedzą, że kłamią i chcieliby myśleć ze taki stan to norma w dzisiejszym świecie. Nie jest to stan przypisany naszym czasom – jest to odwieczny dylemat szatana, – który popada w deliryczny trans natrafiając na okruch umartwienia i pokory. Do szału doprowadza satanistów świadomość istnienia ludzi nie zawsze kierujących się popędami i doraźnym interesem. Swoją droga ciekawym było słyszeć w Sejmie ludzi jeszcze 15 lat temu pomstujących na niewdzięczność zachodu wobec Polski za jej cierpienia – dziś posyłających wojska do koalicji zbójców i na zimno obliczających ile tysięcy dolarów zarobi budżet na masakrze Iraku. Adam 2003-04-06 23:08
2. Przegrywamy, – bo prowadzą nas ślepi, niczym Konradzi Walenrodzi wywodzą nas do nikąd – odrywając od społecznych problemów i przymuszając do bicia pokłonów liberalnej władzy.
Rolę „zatroskanych” można spokojnie pominąć, jest to jedna z nowoczesnych technik walki medialnej w „zimnej wojnie” nie tylko z Kościołem, ale w ogóle z przeciwnikami. Z racji tego, że dominuje polityczna poprawność metodę tę stosuje się wobec wszystkich przeciwników, których nie można oficjalnie zamykać, czy jak w Iraku lub Serbii zbombardować. Nie widzę powodu, dla którego gdybym miał media nie miałbym stosować metody wobec lewicy – w stylu: Unia Wolności fajna partia, inteligentni ludzie – tylko, dla czego nie korzystają z dorobku wielkiego Romana Dmowskiego – znanego internacjonała – cywilizować się czas zacząć Panowie!
Adam 2003-04-06 23:08
1. Ujęcie całego problemu jest moim zdaniem nietrafne. To poszczególne rzeczywistości społeczne i polityczne dbają o swoją potęgę w mediach. Media to narzędzie a nie jakiś upersonifikowany demon. Ostatnie afery dają do zrozumienia ze to nie przelewki. Tragedią naszą jest fakt, że właśnie w Polsce istnieją przesłanki by było inaczej. Niedostatek mediów rekompensuje możliwość coniedzielnych kazań.
To w Polsce spod kontroli lewicy wyrwało się Radio Maria, niestety Przeciwnik jest w środku obozu. Hierarchia wspiera porządek liberalny, Rado Maria najefektywniej jest zwalczane przez Biskupów, Episkopat wspiera nasz anszlus w ue. Nie ma znaczenia fakt, że to tylko niektórzy Biskupi – skoro inni nie dementują ich wyskoków, – więc je aprobują przyjmując milczącą odpowiedzialność.
Mówiąc szczerze mam większy szacunek do biskupów typu Żydziński, czy Pieronek, być może tak się zachowują z racji powiązań narodowościowych, czy dla tego, ze są haki gospodarcze lub inne – mają jednak jakieś zdanie. Napisano: „Bądź zimny lub gorący” to miejsce w środku jest przeklęte. To miejsce diabła. Słowa o jedności mają zasłonić własna indolencję, ociężałość umysłową, czy sekretny kult bożka Świętego Spokoju. Stosunkowo niesamowite środki finansowe w porównaniu z tymi, jakimi dysponuje Radio Maria idą na media dwuznaczne, w istocie antykatolickie lub neutralne, często będące synekurami dla znajomych.
Adam 2003-04-06 23:07Zmień sortowanie komentarzy na: najnowsze od góry
1. Ujęcie całego problemu jest moim zdaniem nietrafne. To poszczególne rzeczywistości społeczne i polityczne dbają o swoją potęgę w mediach. Media to narzędzie a nie jakiś upersonifikowany demon. Ostatnie afery dają do zrozumienia ze to nie przelewki. Tragedią naszą jest fakt, że właśnie w Polsce istnieją przesłanki by było inaczej. Niedostatek mediów rekompensuje możliwość coniedzielnych kazań.
To w Polsce spod kontroli lewicy wyrwało się Radio Maria, niestety Przeciwnik jest w środku obozu. Hierarchia wspiera porządek liberalny, Rado Maria najefektywniej jest zwalczane przez Biskupów, Episkopat wspiera nasz anszlus w ue. Nie ma znaczenia fakt, że to tylko niektórzy Biskupi – skoro inni nie dementują ich wyskoków, – więc je aprobują przyjmując milczącą odpowiedzialność.
Mówiąc szczerze mam większy szacunek do biskupów typu Żydziński, czy Pieronek, być może tak się zachowują z racji powiązań narodowościowych, czy dla tego, ze są haki gospodarcze lub inne – mają jednak jakieś zdanie. Napisano: „Bądź zimny lub gorący” to miejsce w środku jest przeklęte. To miejsce diabła. Słowa o jedności mają zasłonić własna indolencję, ociężałość umysłową, czy sekretny kult bożka Świętego Spokoju. Stosunkowo niesamowite środki finansowe w porównaniu z tymi, jakimi dysponuje Radio Maria idą na media dwuznaczne, w istocie antykatolickie lub neutralne, często będące synekurami dla znajomych.
Adam 2003-04-06 23:07
2. Przegrywamy, – bo prowadzą nas ślepi, niczym Konradzi Walenrodzi wywodzą nas do nikąd – odrywając od społecznych problemów i przymuszając do bicia pokłonów liberalnej władzy.
Rolę „zatroskanych” można spokojnie pominąć, jest to jedna z nowoczesnych technik walki medialnej w „zimnej wojnie” nie tylko z Kościołem, ale w ogóle z przeciwnikami. Z racji tego, że dominuje polityczna poprawność metodę tę stosuje się wobec wszystkich przeciwników, których nie można oficjalnie zamykać, czy jak w Iraku lub Serbii zbombardować. Nie widzę powodu, dla którego gdybym miał media nie miałbym stosować metody wobec lewicy – w stylu: Unia Wolności fajna partia, inteligentni ludzie – tylko, dla czego nie korzystają z dorobku wielkiego Romana Dmowskiego – znanego internacjonała – cywilizować się czas zacząć Panowie!
Adam 2003-04-06 23:08
3. Uważam, ze nie jest najważniejszy sprzeciw wobec tyrani większości. Kościół jest wyrzutem sumienia, – bo jest Prawdą. Nienawiść lewicowych, liberalnych mediów do Kościoła wynika z tego, że ich przedstawiciele kłamią, wiedzą, że kłamią i chcieliby myśleć ze taki stan to norma w dzisiejszym świecie. Nie jest to stan przypisany naszym czasom – jest to odwieczny dylemat szatana, – który popada w deliryczny trans natrafiając na okruch umartwienia i pokory. Do szału doprowadza satanistów świadomość istnienia ludzi nie zawsze kierujących się popędami i doraźnym interesem. Swoją droga ciekawym było słyszeć w Sejmie ludzi jeszcze 15 lat temu pomstujących na niewdzięczność zachodu wobec Polski za jej cierpienia – dziś posyłających wojska do koalicji zbójców i na zimno obliczających ile tysięcy dolarów zarobi budżet na masakrze Iraku. Adam 2003-04-06 23:08
4. Myślę, że dla rozważań o Wierze kluczowym rozdziałem jest „Kościół jako rzeczywistość nadprzyrodzona” – jednak przykłady podane przez Pana Roberta Kostro ograniczają temat do polemiki z głównym nurtem mediów politpoprawnych. Myślę, że szkoda na to czasu. Jak pisałem wcześniej problemem jest brak narzędzi własnych (mediów i zaangażowanych ludzi). Wówczas pozostaje tylko dawać odpór bez możliwości przejęcia inicjatywy. Tak naprawdę tragedią jest odwrócenie się Hierarchii od stałego uaktualniania spraw wiary w codziennie zmieniającym się świecie. Obiektywnie i na zimno patrząc Kościół (myślę raczej o Polsce) ma największe możliwości medialne w postaci coniedzielnych kazań. Cóż z tego, gdy około 30 lat temu nastąpiło (zgodnie bodaj z doktryna neokatechumenalną) zastąpienie ich hagaddami z obfitym cytowaniem Pisma – bez nijakiego pożytku i nawiązań do problemów współczesnych – celuje w tym np. JPII (seria Przykazań), lub rozważań w postaci egzystencjalnych eseji. Tymczasem, jeśli na chwile zdejmiemy „klapki z oczu” i spojrzymy nieco wyżej daje się zauważyć pewien głód w informacjach na tematy nadprzyrodzone dla większości ludzi. Stąd takie zainteresowanie niuejdżem, czy postępy jehowych. Programy takie jak np. Discovery, Strefa 11 - biją rekordy powodzenia a politpoprawne bynajmniej nie są. Adam 2003-04-06 23:09
Z tym "Discovery" to Pan przesadził (Strefy 11 nie znam). Oglądam regularnie 4 kanały "Discovery", które mam w kablu, owszem ciekawe (tylko za dużo powtórek). Ale twierdzenie, że nie są "politycznie poprawne" uważam za DUŻĄ PRZESADĘ! Zenek 2003-04-07 09:28
ZATROSKANI Kościół zmieniał się na przełomie wieków i nie tylko że się nie rozpadł lecz wręcz wzmocnił - dlaczego miałby zaprzestać zmian? Wyobrażacie sobie dzisiaj wielogodzinne msze po łacinie?
FUNDAMENTALIZM bardzo dobrze zdefiniowano problem, trafione w sedno SZKODA ŻE NIE WSZYSCY PODZIELAJĄ TO ZDANIE np. ojciec Rydzyk... a co ze stawianiem znaku równości pomiędzy Bogiem a księdzem? Kto krytykuje konkretnego księdza (nawet jeśli ma rację) krytykuje automatycznie Pana Boga
WYŻUTY SUMIENIA Czasami wydaje mi się iż jest dokładnie na odwrót. Obecnie do przynależności do kościoła nikogo się nie zmusza, a przynależnosć oznacza automatycznie akceptację obowiązujących w nim praw, ale co na przykład z kobietami, którym odmówiono badań prenatalnych pod pretekstem "bo jak coś z płodem będzie nie tak to one go usuną" ??? Przecież to zwykły fundamentalizm i łamanie praw osób z poza kościoła...
KOŚCIÓŁ JAKO RZECZYWISTOŚĆ NADPRZYRODZONA Dzisiaj mamy wolność słowa i nikt za wypowiadanie się na temat kościoła nie pali już na stosie, i absolutnie każdy może wtrącić swoje 3grosze do dyskusji, nawet jeśli zupełnie nie wie o czym mówi i nie ma nic do powiedzenia. Tymniemniej nie należy zamykać się na wszelkie opinie z zewnątrz, gdyż zdarzają się wśród nich i takie, które mogłyby być całkiem pożyteczne.
Pozdrawiam wszystkich YouzeQ 2004-05-05 12:18
Myślę, że o pogladzie Pana Roberta Kostro nt. Świetej Inkwiezycjii i Jej
rzekomego powinowactwa z fundamentalizmem, muszę a właściwie trzeba stwierdzić, że te beszczelne kłamstwa, perfidna zaściankowość, mityczna odwaga i bohaterstwo powyższego autora w formowaniu tych sądów nie ma n ic wspólnego z prawdą. Nie wiem, jak ten "tekst" bo szyderstwem jest go nazywać inaczej, dopuszczono do tej publicystyki, jak tego autora postwiono obok świetnego publicysty, którego bardzo darzę sympatią,
czyli Pana Romana Konika. Radzę Panu Robertowi Kostro przeczytać wspaniałą ksiażkę Pana Romana Konika pt. "W obronie Świętej Inkwiezycji", która ukazuje prawdę obiektywna, nie podlegającą relatywizacjii i procesowi pozytywizmu. Radzę się nad tym zastanowić i sprostować owy błąd.
Z Panem Bogiem
Łukasz 2004-10-27 20:03 |