fidelitas.pl Słownika Apologetyczny

  Piątek, 3 września 2010


Strona główna   Minikatechizm   O stronie   Wsparcie dla serwisu   Kontakt   Dokumenty   Liturgia   Wyszukiwarka   Mam wiadomość   Serwisy środowiskowe   Publicystyka   Banery   Zarezerwuj swój podpis   Galerie, zdjęcia, fotorelacje   Ankiety   Kalendarium   Lista przyjaciół Tradycji   Zapiski   Kanały RSS   Słownik Apologetyczny   Forum dyskusyjne (archiwum)

 


Zapiski

RSS - Zapiski - RSS Zapiski

RSS - Komentarze do Zapisek - RSS Komentarze do Zapisek

Ekumenizm odzyskany? (2010-03-18)

  Żali się Józef Majewski w „Tygodniku Powszechnym” na odejście Kościoła od ekumenicznych pryncypiów wyznaczonych przez Vaticanum II. Punktem wyjścia artykułu jest wypowiedź Prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Levady, iż „celem ekumenizmu jest zjednoczenie z Kościołem katolickim”. W opublikowany dotychczas w internecie fragmencie przytacza krytykę amerykańskiego franciszkanina pod adresem papieskiej Konstytucji „Anglicanorum coetibus” której bliżej jest, zdaniem owego franciszkanin, do „Mortalium animos” niż do Dekretu o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II. Dekret ten, zdaniem cytowanego autora, wyznaczyły inną wizję „jedności chrześcijan, opowiadając się za ekumenizmem, owszem, powrotu, ale wszystkich do Chrystusa”.
Kościół nigdy nie odszedł od głębokiego przekonania o swojej tożsamości z Kościołem Chrystusowym co niedawno

zastało przez Magisterium przypomniane. Chciałbym się dowiedzieć, w którym to miejscu Vaticanum II nakreślił taką nową wizje ekumenizmu, bo jak czytamy w soborowych dokumentach, to Kościół katolicki posiada pełnię zbawczych środków, a inne wspólnoty kościelne są owej pełni pozbawione. Czyli muszą się po ową „pełnie” udać do Kościoła katolickiego. Co tydzień wyznajemy w Credo wiarę w jeden Kościół, którego jedność, świętość i powszechność są nieutracalnymy atrybutami gdyż pochodzą od Chrystusa – głowy Koscioła. Poglądy przeciwne wywodzą się obecnie zasadniczo z protestantyzmu. Jednak istnieje bardzo poważny problem z ostatnim soborem i jego dokumentami. Przez swoje nieprecyzyjne sformułowania ułatwiają niestety interpretacje odbiegające od katolickiej ortodoksji i stwarzają liczne problemy wiary dla rzesz wiernych. Sławetne „subsistit in” jest tego dobitnym przykładem. Dlatego Rzym powinien niezwłocznie podać autorytatywną interpretację najbardziej newralgicznych sformułowań ostatniego Soboru tak, jak uprał się już ze wzmiankowanym „subsistit

in”. W trwającej do dziś epoce posoborowej urzędy kościelne, uczelnie i media katolickie zostały masowo zaludnione przez osoby których poglądy odzwierciedlają raczej przekonania wzmiankowanego na początku amerykańskiego franciszkanina. W licznych działaniach ekumenicznych można było dostrzec raczej protestancką niż katolicką eklezjologię. Dlatego „Anglicanorum coetibus” wywołuje taka złość, bo podważa życiowy dorobek zawodowych ekumenistów i ich wiarę, która niejednokrotnie nie pokrywa się w pełni z wiarą Kościoła. Miejmy nadzieję, że się oni nawrócą. Cieszę się, że tak liczni anglikanie zadeklarowała chęć powrotu do Kościoła. Witajcie w dom 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Psychuszki o. Prusaka (2010-03-10)

  Jezuita, o. Jacek Prusak na łamach „Tygodnika Powszechnego” w polemice z naczelnym „Christianitas” Piotrem Kaznowskim raczył napisać: „cierpiętnictwo neotradycjonalistów uważam za religijną postać nerwicy naszych czasów. Nieprzepracowana żałoba po dawnej i w dużej mierze zmitologizowanej

„Christianitas” nie pozwala im żyć w teraźniejszości otwartej na przyszłość, więc melancholię utożsamiają z pobożnością.” O. Prusak jako psychoterapeuta skłonny jest utożsamiać odmienne zapatrywania bliźnich z zaburzeniami osobowościowymi (postawa taka jest zresztą bardzo rozpowszechniona wśród polskich jezuitów). Czyli każdy, kto ma inne poglądy ma „coś z głową”. Od takiej

postawy do psychuszek droga nieodległa. Zresztą ułatwia ona prowadzenie polemiki – zamiast merytorycznego ustosunkowania się do racji i argumentów oponenta wystarczy tylko zdiagnozować „jednostkę chorobową”. Drogi Jacku – nie idź tą drog 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Sobór TAK – wypaczenia NIE (2010-03-10)

  Francuscy biskupi dyskutowali ostatnio o Soborze Watykańskim II i jego recepcji. Niby nic nadzwyczajnego - od bezmała półwiecza w Kościele dyskutuje się o Soborze. Ale w doniesieniach mediów można wyczytać zupełnie nieobecne dotychczas wątki – a o tym, że „niezbędne jest więc nowe odczytanie soborowych dokumentów”. No wreszcie ktoś weźmie się za czytanie, tego co Ojcowie Soborowi uchwalili, a Paweł VI zaaprobował. Do tej pory „sobór historii” znajdował się w dużej mierze poza polem zainteresowania licznych duchownych. Co innego zaś „duch soboru” – w jego pojemnej formule było miejsce na dowolne mniemania i fantazje, wielokrotnie pozostające w sprzeczności z Nauczaniem Kościoła (nawet

tym po Vaticanum II). Druga, niezmiernie krzepiąca sprawa, to liturgia. Dotychczas panował „dogmat” (a biskupi francuscy byli chyba jego najgorliwszymi strażnikami) o absolutnej doskonałości reformy liturgii Pawła VI, która jest niedościgłą inkarnacją „ducha soboru”. A kto by miał jakieś zastrzeżenia do niej ten sprzeciwia się Duchowi Św. A tu mamy: „Trzeba dobrze odróżnić nauczanie Soboru Watykańskiego II, które zawiera ogólne zasady reformy, od tego jak ta reforma została przeprowadzona najpierw przez komisję ekspertów, a następnie w poszczególnych Kościołach lokalnych, i w końcu w konkretnych parafiach czy wspólnotach”. Jeszcze 10 lat temu na takie poglądy mogli się ważyć jeno „lefebryści”,

mimo, że kard. Ratzinger, na długo zanim został papieżem dużo ostrzej formułował myśl o oddzieleniu soborowej Konstytucji o liturgii z „niefortunną” reformą liturgiczną. Pojawienie się takich głosów w francuskiej „twierdzy postępu” z niekłamana satysfakcją chciałbym odnotować. Aczkolwiek nie podejrzewałbym jakiegoś nagłego nawrócenia. Po prostu pragmatyczne maskowanie celem przeczekania obecnego pontyfikatu. A szkoda.  

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


„Egzorcyzmy Emily Rose” (2009-11-24)

  „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich.” (Ef 6,12) 1) Nadrabiając dwuletnie zaległości obejrzałem ostatnio pochodzący z 2005 r. film „Egzorcyzmy Emily Rose”. Kto może (tj. kto ma mocne nerwy) niech go zobaczy, bo jest to film głęboko przejmujący i duchowo owocny. Pierwowzorem jest Emily Rose była opętana przez szatan Niemka Anneliese Michel (zmarła w 1976). Dlatego jako uzupełnienie warto zobaczyć polski film dokumentalny „„Egzorcyzmy Anneliese Michel” lub przeczytać o niej książkę. Po śmierci Anneliese Michel niemieckie władze oskarżyły

rodziców i egzorcystów o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jeden z badaczy tej sprawy stwierdził, że „ławie oskarżonych powinni zasiąść nie egzorcyści, lecz lekarze, którzy błędnie zdiagnozowali religijny stan wyjątkowy jako padaczkę.” Reakcja Kościoła niemieckiego na tę sprawę pokazuję jak daleko „swąd szatański” wdarł się do Kościoła (biskup miejsca odcinając się do sprawy stwierdził, że szatan nie istniej, a opętanie to tylko choroba psychiczna). 2) Z teologicznego punktu wiedzenia bardzo frapująca jest sprawa obecności dusz ludzi potępionych razem z szatanem w osobie opętanej. Oczywiście nie należy zbyt łatwo dawać wiarę, temu, co mówi szatan podczas egzorcyzmów. Jednak na rozkaz egzorcysty duchy nieczyste musiały oddać cześć Matce Najświętszej. Demony podawały swoje

imiona (m.in. Kain i Neron). Nie do końca jest dla mnie jasne czy to chodziło o ludzkie dusze Kaina i Nerona czy też o demony, które ich „prowadziły” za życia. 3) Może dzięki ofierze Anneliese Michel wielu ludzi uzna wreszcie istnienie złowrogiego nam świata demonów z którym trwa nieustanna walka. A może jednak od przebiegu i wyników, walki toczącej się tam „w górze” bardziej zależy, to co dzieje się u nas „na dole”? Więc zawsze warto przyzywać pomocy Michała Archanioła 



Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Powrót anglikanów (2009-11-12)

  Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus” wydana przez papieża Benedykta XVI wydaje się być wydarzeniem przełomowym niezależnie od tego, ilu anglikanów przystąpi do Kościoła. Więc nie ma co się dziwić, że decyzja te jest nie w smak zawodowym ekumenistom. Po pierwsze to zwarta grupa anglikanów prosi o możliwość wstąpienia do Kościoła katolickiego w obliczu całkowitej degrengolady anglikanizmu. Owszem, od chwili decyzji o „święceniu” kobiet

przez anglikanów na „kapłanów” nastąpiło wiele konwersji, ale były to przypadki pojedyncze. Teraz stoimy w obliczu przejścia całych struktur anglikańskich do Kościoła i utworzenia dla nich specjalnych Ordynariatów Personalnych w Kościele katolickim czyli swoistą unię, która w dziejach była wypróbowanym środkiem do powrotu do jedności kościelnej dla licznych prawosławnych. Niestety takie rozwiązania zostały odrzucone przez współczesny ekumenizm

jako „nieodpowiednie” czego Deklaracji z Balamand jest wymownym dowodem. Praktyczne odrzucenie „ducha Balamand” jest kolejnym przejawem zdrowienia Kościoła. Źródła milczą również o udziale kard. Kaspera w powstaniu tego dokumentu – co również jest dobrym znakiem 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Harry Potter nie jest jednak taki zły (2009-10-29)

  Dopiero ostatnio zapoznałem się z pierwszymi trzema tomami sagi o Harrym Potterze. Burzliwe dyskusje na jego temat toczyły się przed kilkoma laty. Książkom o nim zarzucano promowanie okultyzmu oraz kształtowanie różnorakich niewłaściwych postaw u zafascynowanych nimi młodych ludzi. Nie wiem jak jest w kolejnych książkach, ale w pierwszych trzech częściach niczego szkodliwego nie dostrzegłem. Magiczny sztafarz nie odbiega od tego, który znamy z innych bajek czy dzieł fantasy. Jest on zresztą dość ubogi w porównaniu w rozbudowanymi systemami magii występujących w rozmaitych systemach RPG. Odczuwam nawet pewien niedosyt, bo moja ciekawość odnośnie źródeł i pochodzenia magicznych mocy nie została jak na razie zaspokojona. Dla mnie są to wciągające lektury młodzieżowe, które opowiadają przede wszystkim

o przy przyjaźni, walce dobra ze złem i … ciężkiej pracy w szkole (uczniowie szkoły dla magów muszą naprawdę ciężko się uczyć, spędzać godziny bibliotece, odrabiać mnóstwo prac domowych i zdawać ciężkie egzaminy) aby opanować arkany magii. Doszukiwanie się w nich jakiejś inicjacji okultystycznej jest chyba poszukiwaniem tego, czego tam jednak nie ma. Autorka pełnymi garściami czerpie z magiczności obecnej w naszej kulturze i tradycji – znajdziemy tam m. in. kamień filozoficzny, feniksa, bazyliszka, centaury. Nie wiem, czy przygody Harrego Pottera wytrzymają próbę czasu i czy za 20 lat następne pokolenie będzie się rozczytywać w jego przygodach, ale gdy moje dzieci zachcę sięgnąć po te książki nie będę ich od tego odwodził. Ps. Po przeczytaniu całości w pełni potwierdzam to,

co powyżej napisałem. Saga ta, dzięki swemu zakończeniu wydaje się być jak najbardziej „ideowo słuszna”. Wydanie się dobrowolnie na śmierć za przyjaciół i „zmartwychwstanie” oraz cytaty z Pisma św robią wrażenie! Książki te są za całą pewnością wytworami artystycznymi cywilizacji łacińskiej (w rozumieniu Konecznego). Zawarta jest w nich afirmacja prawości, uczciwości, poświęcenia, obrony słabszych czy innych cnót rycerskich. Temat jest chyba jednak wart rozszerzenia. (23.12.200 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 2      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomymOstatni komentarz dodano: 2009-12-16 17:38;


123Wcześniejsze -->

Internetowy Serwis Fidelitas.pl - Religia * Kultura * Społeczeństwo

© Fidelitas.pl 2003-2010; Webdesign © Włodzimierz Operacz

AMDG & BVMH